Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
wegedzieciak.pl

poniedziałek, 11 maja 2009

Dźwięki na dobrą noc



Na chandrę dobry jest nie tylko pub. Pomagają również dźwięki natury optymistycznej. Na ten przykład pieśń o wspaniałych polskich chłopakach; znaczy się to także i o mnie. Oczywiście („Czasami w dresie co trochę mię się”…?).

Przed Państwem Lucyna Malec i panowie (rzecz oczywista rodacy): Grzegorz Wasowski, Sławomir Szczęśniak i Andrzej Butruk. No i weź tu człowieku smuć się! Rok 1996. Smacznego!

Pani T.


Ostatnio miałem chandrę. Mówią, że na chandrę dobry jest pub. Dwa razy nie trzeba mi powtarzać…

Pub był więcej niż uroczy. Chociażby dlatego, że połączony był (znaczy jest nadal) z niewielkim teatrem. Lubię takie miejsca. Na ścianach stare fotografie aktorów, nad barem teatralne reflektory, na półce zaś żubrówka.

Wszedłem tam tylko na jedno piwo. No, ale kiedy przyuważyłem trunek z kuszącym źdźbłem trawy, zostałem na nieco dłużej. A jak zostałem, to i poznałem Panią T.

Pani T. (wszyscy mówią na mnie „T.” – powiedziała) przedzierała bilety na rozpoczynające się właśnie przedstawienie, a ja poiłem chandrę kolejną szklaneczką swojskiego trunku. No i tak się poznaliśmy.

Z każdą kolejną szklaneczką, mój angielski stawał się lepszy i jeszcze lepszy bardziej. Znaczy się odnalazłem najefektywniejszy sposób nauki. T. polskiego uczyć się nie chciała. Pewnie dlatego, że nie piła żubrówki. Ma czego żałować.

I to w zasadzie tyle.

piątek, 8 maja 2009

Dźwięki na dobrą noc



Nie mogę się ostatnimi czasy uwolnić od tego oto nagrania. No nie mogę. Matt and Kim wydali właśnie swój drugi album zatytułowany „Grand”. I z niego właśnie pochodzi pieśń „Lessons Learned”, której nucić przestać nie mogę. Smacznego!

Dzieci


Rozmowa podczas wczorajszego obiadu. Występują: Panna Oliwa i jej papa, znaczy mła.

– Tato, pamiętasz jak mówiłam, że jak będę dorosła to nie będę miała dzieci?
– Pamiętam.
– A pamiętasz, jak mówiłam, że się kiedyś wyprowadzę?
– Pamiętam.
– No to jak kiedyś przyjdziesz do mojego domu i będą tam dzieci, to znaczy, że zmieniłam zdanie…


Kurtyna.

czwartek, 7 maja 2009

Dźwięki na dobrą noc



W poniedziałek na Trafalgar Square, dziś zaś w naszej kuchni muzycznych uniesień. Asian Dub Foundation i „New Way New Life”. Rok 2000 i dźwiękowy spacer po mieście Londyn (niekoniecznie tego z przewodników dla turystów). Smacznego!

Nikt nie jest nielegalny!





























Wespół z panną Oliwą wybrałem się na poniedziałkowy marsz solidarności z nielegalnymi imigrantami przebywającymi na terenie Wielkiej Brytanii. Kilkunastotysięczny roztańczony i rozkrzyczany tłum zachwycił Oliwkę znacznie.

„Strangers into Citizens” to społeczna kampania, której celem jest zalegalizowanie pobytu imigrantów spoza Unii Europejskiej po czterech latach zamieszkiwania na terenie Wielkiej Brytanii (pod warunkiem wykazania się znajomością języka, udokumentowaną pracą i niekaralnością). Austen Ivereigh, pomysłodawca akcji mówił, że pierwszy marsz wsparcia dla nielegalnych imigrantów miał miejsce w roku 2007. Od tego czasu odbyło się już wiele debat parlamentarnych w tej sprawie. Niestety krzywdzące prawo nadal nie zostało zmienione.

Według London Citizens – organizatora akcji, procedura legalizacji pobytu obejmowałaby nawet 450 tys. osób. Wszyscy oni są dziś zagrożeni deportacją, nie mają też prawa pracy, a więc są narażeni na wyzysk (ponad 5 lat temu w podobnej sytuacji było przecież wielu z nas, Polaków...).

Podczas wiecu solidarności z nielegalnymi imigrantami na Trafalgar Square powiewały flagi kilkudziesięciu krajów, w tym także i te w barwach biało-czerwonych. Członkowie i sympatycy Stowarzyszenia Poland Street nie tylko manifestowali swoje poparcie dla postulatów London Citizens, ale także zachęcali Polaków do wzięcia udziału w zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Podczas poniedziałkowego wiecu do uczestników przemawiali duchowni katoliccy i anglikańscy oraz rabin i imam. Entuzjastycznie został również przyjęty występ formacji Asian Dub Foundation, której muzycy słyną z zaangażowania w sprawy społeczne. „Nikt nie jest nielegalny!” – skandowali ze sceny artyści. Oby poglądy muzyków podzielili też w końcu brytyjscy politycy…

wtorek, 5 maja 2009

Dźwięki na dobrą noc



Małżonka osobista za filmami pana reżysera zbytnio nie przepada. TataOliwki wprost przeciwnie. Tym jednak razem pan Woody Allen zadowolił nas oboje. „Vicky Cristina Barcelona” to mądre i jakże zabawne kino. Polecamy gorąco. No i jeszcze ten utwór, co to krąży po głowie i krąży. Zespół Giulia y Los Tellarini w pieśni „Barcelona”. Smacznego!

Arabela...


W ulubionym serialu mojego dzieciństwa był sobie niezwykły pierścień. Wystarczyło tylko pomyśleć życzenie i przekręcić rzeczony klejnot. Prawda, że proste?

Spotkałem właśnie Arabelę i jej magiczny pierścień. Rumburaka, Mekoty, Pekoty tudzież jamnika Pajdy w pobliżu nie było. Niestety.

piątek, 1 maja 2009

Dźwięki na dobrą noc



Drogą zakupu nabyłem dzisiaj najnowszy album formacji Camera Obscura, no i słucham z radością coraz większą. Szkoci grają miło, Szkoci grają uroczo, Szkoci grają tak, że nóżka sama podryguje. „French Navy” z albumu „My Maudlin Carter”. Rok 2009. Smacznego!

Kasia, wino i truskawki














No i znowu zapraszam do ogrodu. Może już nie tak bardzo rajskiego, ale ciągle bardzo przyjemnego.

W przydomowym ogrodzie spotykaliśmy się na popołudniowe pożegnanie pani Kasi. Pani Kasia, co to sporo radości w nasze progi wniosła, wraca właśnie do kraju przodków.

Poznaliśmy się w szkole. Potem Kasia zamieszkała na czas jakiś z nami, potem zaś z małżonką osobistą w jednym kramie pracować zaczęła. Było miło, było zabawnie, było win butelek sporo.

Zanim pani Kasia wyląduje w swym wielkim domu z wielkim ogrodem, wybiera się jeszcze na leniuchowanie do słonecznej Italii. Szczęściara.

W przydomowym ogrodzie żegnaliśmy się piknikowo, wino zacne popijając. Odwiedził nas również pan kot zza płotu, który pożegnalną łzę również uronił.

A w lipcu, jak do nadwiślańskiej krainy polecimy, to panią Kasię nawiedzimy. A co!