Brytyjskie jedzenie jest niezdrowe i do tego niesmaczne – oto jeden z najpopularniejszych stereotypów powtarzanych nie tylko przez turystów. Próbą obalenia tego żywieniowego mitu był trzydniowy Real Food Festival, który odbył się w londyńskiej hali wystawienniczej na Earls Court.
Robert Makłowicz, krytyk kulinarny i podróżnik przyznaje, że kuchnia angielska jest przedmiotem nieustających drwin ze strony Francuzów. Zupełnie niesłusznie. „Nie zapominajmy, że to właśnie Anglicy nauczyli jeść Francuzów ostrygi i owoce morza. To Anglicy zarazili świat miłością do burgunda, cherry czy porto. To w końcu Anglicy produkują jeden z najlepszych serów pleśniowych na świecie – Blue Stilton. Anglicy mają niepodważalne zasługi w historii światowych kulinariów i żadne francuskie dowcipy tego nie zmienią” – mówił goszczący czas jakiś temu w Londynie, sympatyczny Makłowicz pan.
Anglicy naprawdę mają wiele powodów do kulinarnej dumy. Wystarczy tylko wiedzieć gdzie i czego szukać.
Zorganizowany już po raz drugi Real Food Festival jest największą tego typu imprezą w Wielkiej Brytanii. Pod jednym dachem zebrało się ponad 400 producentów żywności, dla których jakość, a nie ilość, jest sprawą kluczową. Przedstawiciele małych, często rodzinnych wytwórni, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie są w stanie konkurować z sieciami supermarketów. Ich zdaniem przemysłowa produkcja obniża nie tylko cenę, ale przede wszystkim właśnie jakość. Trudno się potem dziwić, że większość angielskiego pieczywa dostępnego w samoobsługowych molochach jest marnym substytutem prawdziwego chleba.
Obecni na Real Food Festival piekarze przekonywali, że bylejakość nie musi być synonimem angielskiego chleba. W małych, lokalnych piekarniach rezygnują więc z całej palety chemicznych dodatków i konserwantów, stawiając na mąkę z pełnego przemiału i naturalne ziarna. Efekt? Chrupiący chleb o wspaniałym zapachu i smaku.
Na targach pachniał zresztą nie tylko chleb. Jako amator serów delektowałem się chociażby ręcznie wyrabianymi kozimi i owczymi serami. Na stoisku Garlic Farm z Isle of Wight drogą zakupu nabyłem zaś wyborny czosnek wędzony.
Owoce morza (to akurat nie dla mnie), oliwy z pierwszego tłoczenia, świeżo palone kawy, soki z wyciskanych owoców, ręcznie wyrabiane makarony, zioła, przyprawy, warzywa z ekologicznych upraw, wina z lokalnych winnic, miody, konfitury i setki innych rarytasów. Wszystko wytwarzane w zgodzie z naturalnym środowiskiem i bez dodawania konserwantów.
Organizatorzy imprezy podkreślali, że dziś, kiedy nasze życie podporządkowane jest cywilizacji przemysłowej, ów zawrotny pęd wdarł się również do wielu kuchni. Jemy szybko i byle jak. A prędkość właśnie odwraca naszą uwagę od szczegółów, które stanowią o prawdziwym smaku.
Przez trzy dni trwania targów zorganizowano pokazy gotowania, odbyły się także liczne dyskusje o tym, co i jak należy jeść.
Druga edycja Real Food Festival udowodniła, że angielskie jedzenie nie musi kojarzyć się wyłącznie z fasolą w pomidorach, bekonem czy rybą z frytkami. Wiele z zaprezentowanych produktów dostępnych jest w detalicznej sprzedaży, choć niekoniecznie w supermarketach. W Londynie nie brakuje na szczęście niewielkich sklepików, w których, tak jak na festiwalu, jakość ważniejsza jest niż ilość. Warto takie miejsca odwiedzać. Smacznego!
