Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
wegedzieciak.pl

wtorek, 30 września 2008

Dźwięki na dobrą noc



Muzycznie nie może być dzisiaj inaczej ;) Pidżama Porno i "Antifa". Smacznego!

Troglodyci


"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej" – zwykł mawiać Albert Einstein. Słowa wielkiego fizyka postanowili potwierdzić troglodyci z Obozu Narodowo-Radykalnego.

Jak powszechnie wiadomo, poziom inteligencji skinheadów z ONR jest wprost proporcjonalny do ilości włosów na głowie. Ogoleni na łyso osobnicy nie mają więc w życiu lekko. Męczą się biedaczyska niemożebnie, by myśl jakowaś w główkach się pojawiła. A gdy się już po wielu próbach pojawi, ogłaszają ją wszem i wobec. Nawet i poza granicami swojej ukochanej Polski.

Media doniosły właśnie, że w 60-tysięcznym walijskim mieście Llanelli pojawiły się naklejki rzeczonego Obozu Radykalno-Patriotycznego. Jest piękny orzeł w koronie, jest i falanga, jest w końcu adres strony internetowej, na której nienawiść miesza się z niedorzecznością. Orędownicy "Polski dla Polaków" nie zauważyli jednak, że ową Polskę właśnie porzucili. I to dla kogo?! Dla członka Unii Europejskiej!

A jeszcze nie tak dawno łysi panowie palili przecież unijne flagi, protestowali, ręce w faszystowskim geście wznosili. "Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela!", "Niepodległość nie na sprzedaż!", "Pedofile, pederaści to są Unii entuzjaści" – to tylko niektóre z „błyskotliwych” haseł wznoszonych przez chłopców z ONR.

Jak widać pamięć bywa krótka i wybiórcza. Dziś polscy skinheadzi budują swoją czystą rasowo Polskę na emigracji, w Walii właśnie. Zamiast ukochanych banknotów z orłem w koronie – jakże niepolskie funty, zamiast schabowego z ziemniakami – hinduskie curry, zamiast białoskórych – wszyscy inni. Jak oni, biedaczyska, to znoszą?

Życie na emigracji nie zawsze bywa łatwe, nie zawsze usłane jest tylko różami. No ale dla członków Obozu Narodowo-Radykalnego to muszą być istne katusze! Na śniadanie: chleb kupiony u Pakistańczyka, na obiad: kurczak z ryżem od Chińczyka, na kolację: ach dosyć, dosyć! Cierpi więc bladolicy Mieczysław tudzież inny Waldemar na emigracyjnej ziemi. Męczą się panowie srogo, oj (sic!) męczą. I, jak mniemam, z owego właśnie umęczenia rodzą się takie pomysły jak ten z naklejkami.

Do swojego chorobliwie pojmowanego patriotyzmu, polscy skinheadzi dołączają jeszcze chory katolicyzm. Chory, bo stojący w sprzeczności z Ewangelią, z nauczaniem Kościoła Katolickiego, z pontyfikatem Jana Pawła II ("polskiego papieża" – jak dumnie podkreślają). W imię „Boga, Honoru i Ojczyzny” sieją nienawiść i pogardę dla drugiego człowieka. Swoje absurdalne hasła przywieźli niestety ze sobą także i tu, do Wielkiej Brytanii. Ludzka głupota, faktycznie, jest nieskończona…

***
TataOliwki zasyła chłopcom z ONR-u walizeczkę stylowych i jakże niezwykłych okularów. Niezwykłych, bo zapatrzonych w magiczne szkła z tajemnej fabryki samego Romana Dmowskiego. W binoklach wuja Romka świat na pewno będzie jeszcze bardziej biały...

poniedziałek, 29 września 2008

Dźwięki na dobrą noc



W roku 1994 Luc Besson zrealizował film pt. "Leon Zawodowiec". Jean Reno zagrał tam pana Leona, a Natalie Portman – Matyldę. No i już Szanowne Państwo zna tajemnicę imienia naszej uroczej panny M.

W kuchni pełnej niespodzianek piosenka pana Stinga właśnie z "Leona Zawodowca" - "Shape of My Heart". Smacznego!

Matylda




20 września o godz. 7.26 urodziła się Matylda. Tak oto Tata Oliwki został najprawdziwszym Wujkiem Matyldy.

Poród trwał 30 godzin (ała…). Rodzice, znaczy się Ola i Danek, byli zachwyceni. Nie tyle długością , co opieką: fachową, życzliwą i bardzo sympatyczną. Zresztą przez 30 godzin to się można ze szpitalnym towarzystwem poznać nieco bliżej…

Od 3 dni Matylda jest w naszym domku. Rodzice, znaczy się Ola i Danek, pływają ze szczęścia. Panna Oliwa nieco zaś zasmucona, bo ma katar i do panny Matyldy, prewencyjnie się nie zbliża.

Tata Oliwki wyraża na zakończenie nadzieję, że małżonka osobista jak się na patrzy na małą Matyldę, to... Proszę więc trzymać kciuki za owocne i intensywne patrzenie. Z góry serdecznie dziękuję.

1. Matylda ziewająca (broń Boże płacząca…)
2. Matylda z Tatą z lotu Taty Oliwki
3. Matylda z dłonią Taty

środa, 17 września 2008

Dźwięki na dobrą noc




W tym teledysku też coś uszatego kica… „The Rip” z płyty „Third”. Portishead. Rok 2008. Smacznego!

Pan Królik



W naszym ogródku pojawił się Pan Królik. Podjada soczystą trawę, a i na marchew od domowników też się załapie. Nie wiemy gdzie mieszka, wiemy zaś, że odpowiada mu nasza stołówka. A Panna O, jak to panna O., jest futrzakiem zachwycona. Zwłaszcza jak Pan Królik je marchewkę prosto z ręki.

Wujek Tygrys powiedział, że z królika najlepszy jest pasztet...

Panie Królik, Pan nie ucieka!

wtorek, 16 września 2008

Dźwięki na dobrą noc



Było o wodzie, no to do owej wody dorzućmy dzisiaj nieco dymu i ognia w niebie… „Smoke on the Water” z płyty „Machine Head”. Panie i Panowie – Depp Purple. Rok 1972. Smacznego!

Wodne pokoje










Nad brzegiem Tamizy, nieopodal Royal Festival Hall znajduje się oryginalna fontanna. To instalacja Duńczyka, Jeppe Heina zatytułowana „Appearing Rooms”.

Cztery wodne pokoje (4 pokoje, 4 pokoje, pokażę wszystko wam dopóki jeszcze mogę stać/ 4 pokoje, 4 pokoje, pokażę wszystko wam póki jeszcze prosto stoję...) w których – przy odrobinie szczęścia – można przebywać w suchym odzieniu. Trzeba cierpliwie poczekać aż wodne drzwi opadną i pozwolą nam wejść do środka. Tam zaś czekamy na otwarcie kolejnej furtki i kolejnej. I tak, suchą stopą chodzimy otoczeni ścianami wody. Pomysłowe i jakże przyjemne.

Oczywiście nie wszyscy mają w sobie odpowiednie pokłady cierpliwości. Inną grupę stanowią pacholęta, dla których bieganie w samych majtasach jest radością samą w sobie.

W minioną sobotę było ciepło i słonecznie. Amatorów zwiedzania wodnego mieszkania nie brakowało. Oto i niektórzy z nich.

poniedziałek, 15 września 2008

Dźwięki na dobrą noc



No to dzisiaj coś wielce adekwatnego do obrazka zamieszczonego poniżej. Bobby McFerrin i utwór „Don't Worry, Be Happy” z płyty „Simple Pleasures”. Rok 1988. Smacznego!

Dzień dobry bardzo!


Panna Oliwa jest zasadniczo dość pogodnym człowiekiem. Na zdjęciu Szanowne Państwo może delektować się popołudniową radością obywatelki. O.

Radość zarejestrowana na osobistym posłaniu osoby radującej się. Zbieżność pasków na okryciu wierzchnim z paskami na narzucie, ze wszech miar przypadkowa (model na kameleona…).

A poza tym minister zdrowia ostrzega: Dłuższe przyglądanie się fotografii może skutkować przejęciem radosnego usposobienia z oglądanego na oglądającego.

Dobrego tygodnia!