Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 20 października 2010

Małe jest piękne…



Ze Szczotką i Marcinem wybrałem się wczoraj na koncert Małych Instrumentów oraz Pierra Bastiena, francuskiego Pomysłowego Dobromira w dziedzinie konstruowania muzycznych urządzeń wszelakich.

Co ja dużo będę pisał (zresztą – jak widać po moim wirtualnym pamiętniczku – ostatnio słabo, słabiuteńko) było tak, jak śpiewał Miecio Szcześniak w „Kingsajz”: Małe jest piękne! Zresztą niech Państwo przekona się samo.

PS. Spieszę dodać, że na koncert wybrałem się ultranowoczesnym pojazdem mechanicznym drogą zakupu nabytym przez Marcina. Pojazd taki, że jak pisnąłem tylko, że zimno nieco, kolega M. włączył w moim przepastnym foteliku grzałki, kaloryfery, piekarniki i cholera wie co tam jeszcze. Pisnąłem ponownie. Tym razem lekko przypalony. Czego to ludzie nie wymyślą, panie!