Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 2 marca 2012

Fejsbukowe zaproszenie

Ostatnio, jak Szanowne Państwo samo przecież widzi, znowu mnie tu ma, oj nie ma. Przyznam uczciwie, że wciągnął mnie odrobinę (a może nawet ciut bardziej) Facebook i tam Londynstan szaleje z radością. Zatem upraszam serdecznie o zaglądanie o tu właśnie:

https://www.facebook.com/pages/Londynstan/253018924766309

Nie oznacza to, rzecz oczywista, że bloga zamykam na spustów siedem. Co jakiś czas będę i tu także.

Serdeczności!

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Para buch!





Nic nie uspokaja mnie bardziej niż gotowanie i muzyka. A jeśli połączę jedno z drugim, łagodnieję jak baranek (tudzież baran). No tak już mam.

Dziś naszła mnie ochota na nieco inne spaghetti. Początek ten sam: oliwa i czosnek. Dużo czosnku. Potem nastąpiło już jednak szaleństwo: por, dynia piżmowa (po ichniemu butternut squash), potraktowana obieraczką do warzyw marchew (znaczy się bardzo cieniutkie plasterki), pomidory, odrobina sera mascarpone, pieprz i zioła.

Dusiłem, dusiłem, och jak mocno w tej złości dusiłem. Dusiłem tak długo, aż wszystko stało się miękkie acz nadal soczyste. No i jeszcze makaron wedle recepty klasyka: gotować tak, aby stawiał lekki opór zębom. Na koniec jeszcze tylko świeżo starty parmezan.

Oliwa wciągnęła całkiem słuszną porcję pomlaskując i zachwalając – nie bójmy się tego słowa – talent rodzica. Warto zatem czasami porządnie się wkurwić. Czasami po prostu trzeba. Jak dziś.

wtorek, 10 stycznia 2012

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Kolejna porażka







Oliwa uwielbia gry planszowe. Ja lubię coraz mniej, bo nie lubię przegrywać. Choć się staram bardzo, choć się naprężam i za nic w świecie się nie podkładam – przegrywam i to przegrywam coraz częściej! Karmię i ubieram, a ona taka? Czekaj, niewdzięcznico! Ojciec potrenuje, to inaczej zaśpiewasz!

niedziela, 8 stycznia 2012

Fajny film wczoraj widziałem



Bez dwóch zdań – mam słabość do współczesnego kina brytyjskiego. Rzecz jasna nie wszystko, nie zawsze, nie wszędzie. „Submarine” to reżyserski debiut Richarda Ayoade, który do tej pory realizował teledyski, m.in. dla zespołu Arctic Monkeys. Nie dziwi więc, że Alexander Turner, lider owej grupy odpowiedzialny jest za muzykę do tej, jak dla mnie, pysznej podwodnej łodzi. Warto zobaczyć, warto posłuchać.

sobota, 7 stycznia 2012

Dźwięki na dobrą noc



Grimes to pseudonim artystyczny 23-letniej kanadyjki Claire Voucher. Jak doskonale wiadomo współczesna młodzież jest nie tylko zdolna, ale i cholernie pracowita – nasza dzisiejsza artystka ma na swoim koncie już trzy płyty, a na ten rok zapowiada kolejną. Póki co z wydanej w kwietniu roku poprzedniego „Darkbloom” utwór „Vanessa”. Smacznego!

Smacznowór



Do magicznej (chyba foliowej) torby małżonka osobista wrzuca ziemniaki, marchew, cebulę, pieczarki, seler, czosnek i tajemne przyprawy. Następuje komisyjne zamknięcie wora i umieszczenie go w maszynie piekącej. Po pewnym czasie wór przemienia się w balon. TataOliwki chowa się więc za stołem, bo jest przekonany, że już za chwilę, już za momencik dojdzie do spektakularnej eksplozji. Eksplozja, owszem, jest tyle tylko, że na talerzu. Eksplozja aromatów i soczystych warzyw. Dla mnie bomba!

piątek, 6 stycznia 2012

Dźwięki na dobrą noc



Cass McCombs ma tyle samo lat co TataOliwki, ale powiedzmy to wyraźnie, głos ma jednakowoż odrobinę bardziej urodziwy. W roku ubiegłym wydał on (bo przecież nie ja) swój piąty album „Wit's End”. Wszystko rozpoczyna się pieśnią „County Line”, która według standardów wspomnianej już wczoraj rockowej (ha ha ha, hi hi, hi) stacji znad Wisły jest pieśnią również zbyt długą. Mimo tej jakże istotnej niedoskonałości, by nie rzec wady, życzę smacznego!

Nożyce! Nożyce! Królestwo za nożyce!



Człowieka nie ma chwilę w domu (no, może trochę więcej niż chwilę), wraca (tak, wraca, tudzież zostaje przyjęty) i co widzi? Ano widzi zarośniętą Oliwę, która nie widzi, że ojciec widzi. Gdzie są nożyce?!

czwartek, 5 stycznia 2012

Dźwięki na dobrą noc



Jak Szanowne Państwo z pewnością wie, TataOliwki przepada za panem Kazimierzem. W każdej postaci, w każdej konfiguracji, w każdej odsłonie. Trudno, tak już mam.

Premierze nowej płyty „Kazika na żywo” towarzyszyły jakieś przedziwne spory z radiem ESKA Rock (sic!), które to radio stwierdziło, że piosenka na antenę za długa i skracać trzeba. Panu Kazimierzowi zechciało się nawet odpisać na kretyńskie żądania radyjka żeby piosenka miała „maksymalnie 4 minuty 50 sekund”. Szkoda gadać, lepiej posłuchać tej nieprzyzwoicie długiej piosenki.

„Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka. Gdyby się nie przewrócił, byłaby rzecz wielka. Gdyby to najczęstsze słowo polskie…”. No i jak tu nie kochać? Smacznego!