Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 3 listopada 2009

Szybcy jak wiatr






TataOliwki prawa jazdy nie ma, nigdy go nie miał i pewnie nigdy mieć nie będzie. Na motoryzacji znam się za to, jak na Polaka przystało, więcej niż wybornie (na polityce i piłce nożnej też, a jak!).

Kobiety lubię młode (vide: małżonka ma osobista), samochody już raczej nie. W niedzielę więc raniutko wstałem i do Hyde Parku pognałem. Najstarszy rajd samochodowy świata, to jest przecież to, co tygrysy lubią najbardziej (gwoli ścisłości: Wuj Tygrys dupska jednakowoż ruszyć nie chciał).

Małe przypomnienie, dla tych, co rok temu tu nie byli: W drugiej połowie XIX wieku dynamiczny rozwój „wehikułów napędzanych parą” sprawił, iż Parlament Zjednoczonego Królestwa uchwalił słynną Ustawę Czerwonej Flagi. Przerażeni nowym wynalazkiem mieszkańcy stolicy odetchnęli z ulgą. Oto bowiem wprowadzono przepis mówiący, iż „lokomotywę drogową” powinien poprzedzać człowiek z czerwoną flagą ostrzegający ludność o jej przyjeździe.

Zdaniem coraz liczniejszych pasjonatów „bezkonnych bryczek” Red Flag Act znacząco przyczynił do opóźnienia rozwoju motoryzacji na Wyspach. Po trzech latach próśb, a niekiedy i stanowczych nacisków, udało się automobilistom doprowadzić do anulowania krzywdzących – ich zdaniem – przepisów. 14 listopada 1896 roku, już w dzień po zniesieniu ustawy, 30 uradowanych właścicieli czterokołowych pojazdów postanowiło wyruszyć do nadmorskiego Brighton, by w ten właśnie sposób uczcić pierwszy dzień bez kompromitujących czerwonych flag. Wzbudzająca powszechny zachwyt kolumna lśniących automobili popędziła (z dopuszczalną zawrotną prędkością…12 mil na godzinę) do odległego o 60 mil kurortu. Tak oto narodził się jeden z najsłynniejszych rajdów samochodowych świata.

Dziś London to Brighton Veteran Car Run to organizowana z wielkim rozmachem trzydniowa impreza, przyciągająca tysiące fanów motoryzacji z wielu zakątków świata. Najpierw, w piątek 30 października odbyła się tradycyjna już licytacja zabytkowych aut. W prestiżowym domu aukcyjnym Bonhams pod młotek poszło kilkanaście pojazdów. Najwyższą cenę – 216 tysięcy funtów! – osiągnął francuski Panhard-Levassor z roku 1902. Dzień później w centrum Londynu zaprezentowano zaś 128 (z 557 zgłoszonych do rajdu) aut.

W niedzielę, 1 listopada, z londyńskiego Hyde Parku zabytkowe auta (najstarsze wyprodukowane zostało w roku 1895, najmłodsze – w 1905!) wyruszyły w trasę kolejnego rajdu. Mimo wczesnej pory (pierwszy samochód wystartował o godz. 6.54) i deszczowej aury, na trasie przejazdu nie zabrakło i nas – kibiców jakże wiernych!

Tegoroczną edycję London to Brighton Veteran Car Run wygrał zaledwie dwudziestodwuletni Kanadyjczyk John Brooks (na amerykańskim Oldsmobilu z roku 1902). Miejsce drugie zajął Brytyjczyk Richard Beddall (Haynes-Apperson, 1900 r.), a trzecie Belg, Jean-Claude Busine (Renault 1902 r.). Niestety nie wszyscy kierowcy mieli tyle szczęścia – do Brighton dojechało zaledwie 379 automobili. Jednak jak powiedział dyrektor rajdu, Roger Etcell najważniejszy jest sam udział w tej imprezie. Bo choć lata mijają London to Brighton Veteran Car Run nadal cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Dość powiedzieć, że w tym roku wyścig zgromadził kierowców z aż 24 krajów! Kolejna edycja najstarszego rajdu samochodowego świata już (a może dopiero) 7 listopada 2010 roku. Już nie mogę się doczekać!

niedziela, 1 listopada 2009

Pierwszy dzień listopada















Małżonka osobista z panną Oliwą bawią właśnie w słonecznej Italii. Czasu jakby więcej, to i pajęczyny z bloga posprzątałem.

Wstałem dziś o 5.30, by delektować oczy pięknymi automobilami co to w rajd z Londynu do Brighton pomknęły. Obiecuję: we wtorek garść obrazków Szanownemu Państwu przedstawię.

Po rajdzie miłe spotkanie z Vanessą na Croydon Eco Veggie Fayre. Znaczy się pysznie i smacznie było.

No a potem spacer po naszym cmentarzu (naszym, bo przecież panna Oliwa z okna widzi go jak na dłoni). Teraz zaś słucham Trójki, w której Kuba Strzyczkowski wspomina Tych, których już tu nie ma. No to może zamiast obrazków z dyniami, co to w mieście Londyn są dziś chyba wszędzie, obrazki ze spaceru.

piątek, 9 października 2009

Kung Fu Myśl

Czas jakiś temu Oliwa oglądała bajkę „Kung Fu Panda”. Opowieść o misiu co to skakał i łapkami wymachiwał w pamięć córki zapaść musiała głęboko, bo dziś w drodze do szkoły rozmowa przebiegła mniej więcej taka:
– Bo wiesz tato, jak się powie coś mądrego, to znaczy Kung Fu Myśl – powiedziała w najmniej oczekiwanym momencie
– Kung Fu Miś? – zapytał tato o małym rozumku
– Kung Fu Myśl! – krzyknęła znacząco pukając się w głowę...

środa, 30 września 2009

Piosenka musi posiadać tekst?

Jeden z polskich tygodników wydawanych w Londynie ogłosił właśnie, że mam życiową szansę napisania tekstu dla zespołu Feel. Dwa razy TacieOliwki powtarzać nie trzeba.

Zespół Feel to prawdziwy fenomen na polskiej scenie muzycznej. Grają byle jak, śpiewają byle co, a mimo to słuchają ich tłumy (choć, gwoli ścisłości, ostatnio owe tłumy nieco się wykruszają – z uwagi na niewielkie zainteresowanie w Polsce odwołano w tym roku już kilka koncertów zespołu). Wróćmy jednak do tekstów śpiewanych przez pana Piotra Kupichę. Czy ci, którzy skorzystają z reklamowanej „życiowej szansy” będą potrafili napisać teksty równie mocno pozbawione sensu? Nie wiem jak Szanowne Państwo, ale ja spróbuję.

„A w noc, kiedy budzisz się, myślisz, że to tylko sen/To już w dzień, kiedy widzisz ją tulisz się, oddychasz z nią/Bo w tą noc, kiedy oddech twój wylądował na niej to/To już wiesz, przez te kilka chwil, że chcesz być tylko z nią” – śpiewa w utworze „A w noc, kiedy budzisz się” pan Kupicha. Śpiewa, choć, co tu dużo pisać, nie bardzo wiadomo o czym (zasłonę litościwego milczenia spuśćmy na błędy gramatyczne w stylu „w tą noc”).

Druga płyta zespołu Feel (pod jakże zaskakującym tytułem „Feel 2”) przynosi zresztą znacznie więcej głębokich przemyśleń autora. „Czasami tak zwyczajnie otwierasz swoje sny/bo raz dobrze jest, a raz nie./Czasami musisz iść/by potem zacząć biec” („Tylko powiedz, czego chcesz”). Publiczności, przynajmniej tej słuchającej zespołu Feel, taka grafomania nie przeszkadza. Zresztą językowe szarady Kupichy z drugiej płyty nie zaskakują tak bardzo, gdy przypomnimy sobie to, co wyśpiewywał na debiutanckiej płycie. Jeden wers w zupełności powinien wystarczyć: „Zabawnie tak oddychać przez różową słomkę” z hitu „No pokaż na co Cię stać”. Ot, prawdziwa kwintesencja stylu Kupichy. Nic dodać, nic ująć.

Czytając teksty zespołu Feel, wydaje mi się, że lider grupy nieco przewrotnie zrozumiał sugestię Kasi Nosowskiej zawartej w utworze „Teksański” ( „Obowiązek obowiązkiem jest, piosenka musi posiadać tekst”). Tak, to prawda – „piosenka musi posiadać tekst”, jednak niekoniecznie słowa wolne od jakiejkolwiek myśli. Choć nie upieram się – być może od sensu ważniejsze są pieniądze, które na owych grafomańskich szlagierach się zarabia. Zamiast więc narzekać i kręcić nosem, skorzystam z „życiowej szansy” i murowany hit dla zespołu Feel tu ogłaszam. Utwór nosi tytuł „Londyn, och Londyn miasto w Anglii”. Wszelkie prawa niezastrzeżone.

Czasami musisz jechać metrem
by potem przesiąść się do autobusu piętrowego
Czasami musisz wypić łyk angielskiej herbaty
by przypomnieć sobie smak polskiego mleka
Najważniejsze jednak, by pamiętać o wierzbach
wierzbach co płaczą nam do snu

Refren: Bez Ciebie Londyn, och Londyn miasto w Anglii
jest pustką na mapie naszych uczuć
Bez Ciebie Londyn, och Londyn miasto w Anglii
jest gorzką łzą wylaną gdzieś na Picadilly Line

Smak chleba z Ealingu
przypomina mi piekarenkę z naszego miasta
Łyk piwa na Victorii
nie smakuje już jak dawniej
Jem i piję bez Ciebie
dlaczego jem i piję bez Ciebie?
No pytam Cię, dlaczego bez Ciebie?

Ref: Bez Ciebie Londyn, och Londyn miasto w Anglii
jest pustką na mapie naszych uczuć
Bez Ciebie Londyn, och Londyn miasto w Anglii
jest gorzką łzą wylaną gdzieś na Picadilly Line

Na szczęście nie jestem tutaj sam
mam polskie gazety i czasopisma
Czytam i ciągle myślę jak to by było
zanurzać się w tych lekturach u boku Twym
to tylko słowa i me pragnienia
Niech spełnią się, nie spełnią się
Oł jee! Oł jee! Oł jee!.

Ref: Bez Ciebie Londyn, och Londyn miasto w Anglii…

piątek, 25 września 2009

Wytwórnia











Czasami jest tak, że Oliwa przynosi ze szkoły list z Bardzo Ważnym Zadaniem. Nie żadna tam nauka kolejnych literek czy cyferek (znaczy się słów i liczb), ale, no co tu dużo pisać – zadania z zupełnie innej beczki.

Tym razem trzeba było stworzyć coś z niczego. Użyteczny przedmiot z surowców wtórnych, oto co trzeba było stworzyć. Ciotka Ola, jak to Ciotka Ola, wymyśliła pudełko na płyty CD. W domowej wytwórni pudełek CD zasiadły więc dwie panny O. (panny, bo Ciotka, no jakby nie patrzeć, panną nadal jest i basta!) i wycinały, malowały, kleiły. Nieużywane pudełko do butów rychło zamieniło się w „czarownicę na płyty”. A może „Babę Jagę na płyty”? Nie wiem, nie pamiętam.

Zresztą co ja tam będę się rozpisywał. Niech przemówią obrazki. Rach-ciach, rach-ciach, stuk-puk, stuk-puk, szyr-szyr – przemówiły odgłosami pracy obrazki…