Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 6 stycznia 2012

Dźwięki na dobrą noc



Cass McCombs ma tyle samo lat co TataOliwki, ale powiedzmy to wyraźnie, głos ma jednakowoż odrobinę bardziej urodziwy. W roku ubiegłym wydał on (bo przecież nie ja) swój piąty album „Wit's End”. Wszystko rozpoczyna się pieśnią „County Line”, która według standardów wspomnianej już wczoraj rockowej (ha ha ha, hi hi, hi) stacji znad Wisły jest pieśnią również zbyt długą. Mimo tej jakże istotnej niedoskonałości, by nie rzec wady, życzę smacznego!

Brak komentarzy: