Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 5 stycznia 2012

To znowu oni!

Ambasador Polski w Berlinie stwierdził, iż plaga kradzieży aut u naszego zachodniego sąsiada wynika z tego, że „być może w Niemczech zbyt łatwo ukraść samochód?”. Zuch!

Oczywiście ambasador pan ma rację, zresztą nazwisko zobowiązuje. Marek Prawda powiedział to, o czym wiemy od dawna. Polacy kradną auta wyłącznie dlatego, że źli, bogaci i mało rozgarnięci Niemcy sami się o to proszą. Nie przewiązują samochodów łańcuchami, nie kopią fos i pali nie stawiają, ba!, nawet w tych drogich autach sami nie śpią. Stoi więc takie nowe bmw na niemieckiej ulicy i z utęsknieniem oczekuje na polskiego złodzieja. Polski złodziej jest przecież o niebo lepszy od, dajmy na to, złodzieja niemieckiego, bo jest przecież polski, nasz, słowiański więc prawy, uczciwy i jedyny, najlepszy po prostu!

Coś mi się zdaje, że pan Prawda dołączył właśnie do całkiem pokaźnej i stale rosnącej grupy naszych rodaków, którzy zawsze i wszędzie znajdą winnego. Miast posypać głowę popiołem i mocno uderzyć się w pierś znowu słyszę radosne „To nie my, to oni!”. Niczym mantra powtarzają to zwłaszcza kochani politykierzy. Zadłużone szpitale? To przecież zasługa poprzedniej ekipy! Dziurawe drogi? Opieszałość byłego ministra! Brudne i spóźniające się pociągi? Ignorancja poprzedniego prezesa. Bla, bla, bla…

Wypowiedź Prawdy idealnie wpisuje się w kanon rodzimego teatru absurdu. W wyścigu na oskarżenia nie mamy chyba sobie równych. Własną indolencję i ignorancję potrafimy usprawiedliwić na wszelkie możliwe sposoby. Za każdym niepowodzeniem stoją przecież „oni”, nigdy „my”. My przecież jesteśmy nieomylni, my zawsze mamy rację, my wszystko robimy najlepiej. A gdy coś już zacznie się psuć (bo zawsze psuć się musi!) błyskawicznie znajdziemy winnego. Ot, taka już nasza natura.

Niech irytują się więc niemieccy policjanci na bystre słowa ambasadora Prawdy. Bo gdyby Niemcy aut nie kupowali, nikt by ich nie ukradł. Zwłaszcza nie ukradliby Polacy. To przecież takie oczywiste.

2 komentarze:

Pieczyk pisze...

Tak, a ja ostatnio słyszałam teskt, który mnie przyprawił o mdłości... Benefits fraud - przecież wszyscy to robią! A moje kurna podatki płacą leniuchowi za 60-calową plazmę!

TataOliwki pisze...

Hmmm, 60-calową plazmę powiadasz? W domu telewizora nie mamy, no ale skoro dają...