Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 31 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



Czas zatem na ostatnią porcję dźwięków Anno Domini 2008. Bez cekinów, bez stroboskopów, ba, nawet i bez kolorofonów. Na koniec i zarazem na dobry początek – Dave Brubeck. Jeden z najczęściej granych utworów w naszym gościnnym domu, czyli „Take Five”. Tu z berlińskiego koncertu w roku 1966 (Dave Brubeck – fortepian, Paul Desmond – saksofon, Eugene Wright – kontrabas, Joe Morello – perkusja). Smacznego, smacznego, po trzykroć smacznego!

Serdeczności wszelakie



No i stało się. Uroczy rok 2008 dobiega końca. Proszę się jednak zbytnio nie zrażać – podsumowań żadnych nie będzie.

No bo co tu wymieniać? Najlepszy film roku? A może najlepszą płytę? Najlepiej zmrożoną butelkę żołądkowej gorzkiej? Czy też najbardziej urodziwą przemowę panny O.? Nic z tych rzeczy moi mili.

Rok był – jak się już było napisało – uroczy. Zdrowie bliskim dopisuje więc zmartwień większych nie posiadam. Czasami sam łapie się na jakimś tam narzekaniu, marudzeniu, nosem kręceniu. My, Polacy owe biadolenie mamy już chyba we krwi. A mieć powinniśmy zasadniczo – panie raczą wybaczyć – w dupie. Daleki jestem od przytaczania łzawych tudzież mrożących krew w żyłach historii, ale wystarczy zerknąć choćby i pobieżnie do Pani Internetowej, by przekonać się, z jakimi problemami muszą sobie radzić inni ludzie. Wczoraj na ten przykład spotkałem kolegę. Pytam: „Jak minęły święta?”. Kolega: „Eee... takie jakieś nijakie”. Po chwili ten sam kolega dodaje: „Kurwa. Jak wielu ludzi na świecie chciałoby mieć chociaż takie nijakie święta”. Koniec opowieści.

Zdrowia Państwu życzę. Bo – jak mawia Tym Stanisław – jak jest zdrowie, to i cała reszta też jest.

***
A obrazkowo coś na lekkie ogrzanie. Za oknem mroźno, za oknem chłodem wieje. Niech więc chociaż obrazki rodzinne ogrzeją i otuchy na Rok Nowy dodadzą! Nam wszystkim. Darz bór!

wtorek, 30 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



Szanowne Panie kreacje szykują, panowie mokasyny zaś polerują. Gorączka jutrzejszej nocy opanowała już z pewnością niejedną damę i niejednego kawalera. Nam to niestety (tudzież na szczęście) nie grozi. Małżonka osobista pracuje bowiem jutro do godz. 20.00, 1 stycznia zaś od 11.00. Na pląsy nie ma więc większej ochoty. Zresztą, tak po prawdzie, TataOliwki również. Dzień jak co dzień, ot co. Żeby jednak nie było, że kuperkiem ruszać nie lubimy (bo właśnie, że lubimy! – całą trójką zasadniczo lubimy) dziś tanecznie. W roku 1972 amerykańska grupa „The Temptations” nagrała utwór „Papa Was a Rollin' Stone”. Co tu dużo mówić – obowiązkowa pozycja każdej szanującej się potańcówki (na załączonym obrazku widać to zresztą doskonale) Smacznego!

Śpiewać każdy może...











Tak, śpiewać każdy może. Inna sprawa, że nie każdy powinien. Ale o tym może nieco później.

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia kolejny już raz pokazały nam jak miło żyje się bez telewizora. Człowiek oglądał więc tylko to, co chciał obejrzeć (ot, radość posiadania komputera z odtwarzaczem DVD). Relaksował się również miłymi pogaduchami i muzyczką zasadniczo radosną. No i jeszcze mógł sobie nieco pośpiewać. A było to tak:

W czwartkowy wieczór nawiedziła nas Asia z przenośnym zestawem do karaoke, który to zestaw wręczyło jej koleżeństwo z pracy. Potem wpadły radosne panie Japonki z własnoręcznie przygotowanym wegetariańskim suszi (mniam, mniam). No i się zaczęło!

Stuhr Jerzy byłby dumny. Oj byłby. Abba, a zaraz potem Tom Jones. Tuż za nim Perfekt i Britney Spears. Zaraz potem Madonna, Beata Ostrowska i dziecięce Fasolki. Dziewczęta skakały, piszczały, włosy z głów rwały. TataOliwki ukryty na czubku choinki obserwował, notatki sporządzał, zdjęcia wykonywał. Nie śpiewał, bo – jako się rzekło na początku – nie każdy śpiewać powinien. Zwłaszcza jeśli wina czerwonego tudzież gorzkiej żołądkowej pod ręką nie ma.

Pyszny był to wieczór. Suszi z awokado i tofu, śpiewające dziewczęta, skacząca panna Oliwa. No i smuć się tu człowieku jakimś tam krachem finansowym...

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



Za oknem krach, na ulicach krach, a u nas bach, bach, bach. Poematem zasadniczo lotów wysokich pozwoliłem sobie przywitać Szanowne Państwo w dzisiejszym kąciku dźwiękowym. Dzisiaj serwujemy „Vampire Weekend”. Czterech młodzieńców zza Oceanu wydało na początku roku właśnie się kończącego swój debiutancki album. No ale Oliwa wraz z papą dopiero teraz go odkryła. Odkryła i się zachwyciła. Zwłaszcza nagraniem pod wszystko mówiącym tytułem „Cape Cod Kwassa Kwassa”. Smacznego!

Kryzysowa narzeczona



Dzień przed wigilią Bożego Narodzenia „Gazeta Wyborcza” wydrukowała artykuł pod jakże optymistycznym tytułem „Kryzysowe święta na Wyspach”. Kolejny już raz dowiedziałem się jak nam tu niedobrze, jak nam tu biednie, jak tak zwany kryzys wykańcza nas nie tylko w dzień powszedni.

„Desperackie wyprzedaże w sklepach, fatalne wyniki makroekonomiczne i strach przed kryzysem – tak źle na Gwiazdkę w Wielkiej Brytanii nie było już dawno” – pisze zza warszawskiego biurka kolega redaktor. Szkoda, że ów czarnowidz nie wybrał się w tych dniach do Londynu, by na własne oczy zobaczyć wyludnione ulice, pozabijane dechami sklepy, wszechogarniającą rozpacz i biadolenie. A może się właśnie nie wybrał, by to, co napisał, nie pękło jak bańka mydlana?

„Konsumenci są w tym roku wyjątkowo ostrożni i każdego funta oglądają dwa razy, zanim zdecydują się go wydać. Powód? Kryzys” – pisze ze znawstwem „Wyborcza”. W ostatnich dniach widziałem na oczy własne tysiące takich „ostrożnych konsumentów”. Sklepy – te duże, i te całkiem maleńkie- wypchane ludźmi niemal po sam sufit. Szaleństwo kupowania dokładnie takie samo, jak w roku poprzednim. A może nawet i nieco większe…

Media co rusz informują o kolejnych bankierach tracących posady. Ludzie, którzy zarabiali tygodniowo tyle, że TataOliwki mimo szczerych chęci nie jest w stanie takich sum podać (bo z matematyki głąbem był, jest i głąbem pozostanie, więc te wszystkie zera mu się nieco pomieszały), ludzie ci lądują więc na bruku. Na bruku i na szpaltach gazet jednocześnie lądują. Niech naród czyta historie krwiożerczych finansistów co to domów posiadali tuzin, a na wczasy, zamiast pod gruszę, jeździli na Bora-Bora lub do innego Dubaju. Naród więc czyta i raduje się nieszczęściem krwiopijców. A jak się naczyta i serce radością napełni rusza z szaleństwem w oczach na zakupy wielkie, ogromne, największe z możliwych. Życie.

Kryzys, jak nam się zdaje, wysoko na górze. A tu, niżej, niżej i jeszcze nieco niżej, zasadniczo bez zmian. Miło było, miło jest nadal. W lodówce produkta spożywcze jak były, tak są nadal. Nawet i na półeczce wino czerwone, jak stało, tak stoi nadal. Panna Oliwa w dziurawych rajtuzach nie biega, a i małżonka osobista wytworną perfumą może skropić swoje odzienie wierzchnie (również dziur pozbawione). Żyjemy tak, jak żyliśmy w roku poprzednim. Znaczy się szczęśliwie sobie żyjemy. Kryzysowa narzeczona do naszych drzwi nie zapukała. Czy zapuka? O tym w kolejnych odcinkach…

***
Dobry Mikołaj w dobie wszechogarniającego kryzysu podarował pannie Oliwie kilka drobiazgów (no może kilkanaście). Między innymi pan M. podarował był tablicę, na której można nie tylko pisać, ale – jak widać – także i rysować. Na załączonym obrazku Szanowne Państwo może (po raz pierwszy na tym blogu!) zobaczyć autora, znaczy się TatęOliwki. Portret wykonała, rzecz oczywista, kochająca małżonka osobista. Oliwka z Tatą. Voila!

piątek, 26 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



Polsko-japońska wigilia więc i muzycznie wypada zabrać Szanowne Państwo do Kraju Kwitnącej Wiśni. Zespół nazywa się „Matryoshka” i – wbrew nazwie – pochodzi z Japonii właśnie. Pani i pan: Calu i Sen. W roku 2007 ów tokijski duet wydał album zatytułowany „Zatracenie” (tak, tak brzmi oryginalna nazwa; dlaczego akurat w języku polskim? – pojęcia większego nie mam). Zatem w naszej kuchni muzycznych niespodzianek japoński zespół o rosyjskiej nazwie z płyty zatytułowanej w języku polskim. Prawda, że zapowiada się ciekawie? No to „Sink Into The Sin”. Smacznego!

Wieczerza wigilijna


















Ola, Matysia, Daniel, Marek, Asia, Kasia, Sylwia, Oliwka, Sławek, Yumi i Takako – oto radosny skład naszej wieczerzy wigilijnej.

Środowy dzień rozpoczęliśmy od ubierania pani Choinki. Manualne zdolności naszych dziewcząt sprawiły, że na gałązkach pojawiły się m.in. aniołki duże i małe, gwiazdy i ludziki o jakże przyjemnej aparycji. No i jeszcze suszone pomarańcze oraz wielobarwne gwiazdy z pracowni panny Oliwy. Drzewo, jak malowane!

No a potem radosne krzątanie się w kuchni. Najprawdziwszy barszcz z suszonymi, polskimi – a jak! – grzybami, uszka, pierogi z kapustą i grzybami, krokiety, sałatki, łazanki, wigilijna kapusta, pieczony łosoś (Kasia powiedziała, że karp w polskim sklepie zwyczajnie cuchnął, więc go nie nabyła…) śledzie, no i chleb, który upiekł pan Marek! Jednym słowem: pyszności!

Wieczerzę wigilijną rozpoczęliśmy, rzecz oczywista, od podzielenia się opłatkiem. Polsko-japońsko-angielskie życzenia i uściski z kolędami w tle. No a potem wielogodzinne ucztowanie. Do smaku kilka kropel wybornego wina i odrobinka japońskiej nalewki śliwkowej. Mniam!

A potem prezenty, prezenty, prezenty! Święty Mikołaj z ledwością pomieścił wszystkie podarki pod naszą panią Choinką. TataOliwki z natury grzecznym chłopcem jest więc owa grzeczność została należycie w tym roku doceniona… Komplet filmów Pedro Almodovara, urody cudnej bluza z kapturem, zioła w doniczkach, wina wyborne, kieliszki eleganckie, kuchenne rekwizyty, świece pachnące… Dziękuję Mikołaju, ach dziękuję (z uwagi na brak miejsca nie jestem w stanie zamieścić pełnej listy podarków, które otrzymały Oliwa oraz Matysia; no, nie ma takiego bloga, co by to pomieścił…).

Tym razem poza rodzinnymi stronami, bez rodziców, bez siostry… Najważniejsze jednak, że z żoną osobistą i córką jedyną u boku. No i jeszcze przyjaciele serdeczni! Nie ma co, piękna Wigilia Bożego Narodzenia.

środa, 24 grudnia 2008

Kolęda

Pogoda jaka jest każdy widzi. Bez mrozu, bez śniegu, bez sensu. Wyjątkowo niezimowa ta zima. Niech zatem kolęda będzie zimowa, że ho ho ho…

Napisał ją Marian Hemar, człowiek, który ponad pół swego życia spędził tu, w Londynie.

Niech więc słowa tej kolędy będą moimi dla Szanownego Państwa życzeniami! Pięknych Świąt Drogie dziewczęta i niemniej Drodzy chłopcy!

***
Całą noc padał śnieg

Całą noc padał śnieg cichy, cichy, cichuteńki.
Przyszedł świt, a tu świat cały biały, bielusieńki,
jakby kto świata skroń gładził chłodem białej ręki
i powiedział szeptem doń: Nic się nie bój mój maleńki

Niech cię głowa już nie boli, niech cię smutna myśl nie trapi,
bo od dziś, bo od dziś –- pokój ludziom dobrej woli.
Otwórz oczy, znów się zbudź z mroków czarnej melancholii
i ptaszęcym głosem nuć – pokój ludziom dobrej woli.

W słońcu – patrz – skrzy się śnieg, szron na drzewach jak koronki.
Spoza gór, spoza rzek, spoza łąki i rozłąki,
spoza leśnych srebrnych cisz, jakby dzwony skądś dzwoniły
i mówiły światu: Słysz! Nic się nie bój świecie miły.

Niech cię głowa już nie boli, wszystkim żalom połóż kres,
dosyć trosk i dosyć łez – pokój ludziom dobrej woli...
Nową drogę zacznij stąd, już za tobą dni niedoli
Dzisiaj dzień Wesołych Świąt – pokój ludziom dobrej woli

Tak po cichu i powoli
białym śniegiem nuci mu...
choćby dziś, w tym jednym dniu
Pokój ludziom dobrej woli...

wtorek, 23 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



Kiedyś Program 3 Polskiego Radia, dziś po prostu Trójka. Zmieniła się jednak nie tylko nazwa. Wielu twierdzi, że to już nie to samo, że nie można tego słuchać. No cóż, ja do tego grona się nie zaliczam i nadal jest to jedyna stacja, która mnie informuje, bawi i muzycznie rozpieszcza. Lubię ludzi, którzy tam pracują i lubię nie tylko to, co mówią, ale także jak mówią. Cieszę się, że także tu, na Wyspach, Trójki mogę sobie słuchać do woli… A jeśli miałbym powiedzieć za co najbardziej cenię Trókę, to jakże dobrą odpowiedzią jest ta właśnie świąteczna pieśń… Smacznego!

Choinkowe origami









Zrobiłem tak, jak obiecałem. Przeprosiłem, przytuliłem do góry podrzuciłem. Potem i żona osobista przeprosiła, przytuliła do góry jednak nie podrzuciła, bo i jak podrzucić miała? Krótko mówiąc: lepiej. Znaczy się normalnie, znaczy się miło.

Wczoraj przyszła do nas Yumi. Przesympatyczna japońska dama co to z ciotką Olą i żoną osobistą w herbaciano-kawowej branży na chleb zarabia. A jak przyszła i choinkę dorodną zobaczyła, to i do prac ręcznych ochoczo się zabrała. Wiadomo, córka Kraju Kwitnącej Wiśni, znaczy się do orgiami się zabrała. Kolorowe kartki papieru w bliżej nieznany mi sposób zamieniały się w łabędzie, statki, ba, nawet i japońskiego ludzika. Znaczy się przybyło nam nieco choinkowych ozdób.

Po drugiej stronie stołu, ciotka Ola zajęła się zaś konstruowaniem łańcucha. Na szczęście nie na wuja Dańca, tylko na nasze urocze drzewo. I tu także Oliwa pomagała jak mogła.

Żona osobista zabrała się natomiast za wypiek ciasta świątecznego. Pierwszego, nie ostatniego (Niech żyje! Niech żyje!).

Wuj Dancio zaś, po misternym pokrojeniu warzyw do sałatki, zajął się zbawianiem Matyldy nadzwyczaj tego dnia poważnej.

Co czynił TataOliwki? – zapyta dociekliwe Państwo. Fotografował, wino czerwone spożywał. No wykończony normalnie jestem. Padam.

PS. A komputerowy słownik worda słowo „origami” zamienia ochoczo na „orgiami”. Papierowa sztuka kontra gołe dupy. Ot, XXI wiek.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



Radość powróciła, radość krząta się dookoła… Niech zatem i nutki będą dzisiaj zasadniczo radosne. Zespól pochodzi z miasta Londyn i zwie się Noah & The Whale. Kilka miesięcy temu grupa wydała swój debiutancki album zatytułowany „Peaceful, The World Lays Me Down”. No i z tej właśnie płyty utwór 7, znaczy się „5 Years Time”. Smacznego!

Anioł


Drogą zakupu nabyliśmy dziś choinkę urody cudnej. Wybierała, rzecz jasna, panna Oliwa. No i wybrała największą jaka była.

Z uwagi na nieustanny brak auta, TataOliwki przetransportował rzeczone drzewko za pomocą sił własnych. Panie wiedzą: czajniczek, szkatułka, bisepsik lewy, bisepsik prawy i takie tam. Siły własne były zaczęły mnie opuszczać po 20 metrach od sklepiku. Panna Oliwa pomagała jak umiała. A to gałązkę pociągnęła z lewa, a to a prawa. Na szczęście pogoda w mieście Londyn bezdeszczowa, więc spacerek z dwumetrowym drzewem udał nam się wybornie.

A propos pogody: Za oknem plus 17 stopni. Gdyby Szanowne Państwo zapodziało gdzieś kalendarze spieszę donieść, że dzisiaj 22 dzień grudnia. Znaczy się zima w pełni.

Wróćmy jednak do świątecznego drzewa. Mała gimnastyka w drzwiach wejściowych i jesteśmy całą trójką w domu! Panna Oliwa, pani choinka i ja. Jeszcze tylko przestawić wózek Matysi i choinka jakby stworzona dla naszego domu.

Dzisiaj nastąpiło jedynie uroczyste umieszczenie Aniołka na szczycie pani choinki. Aniołek nie tak dawno trafił do panny O. A trafił jako podarunek od szefa mojego przesympatycznego. Oliwa zachwycona. Pani choinka jakby również.

Najbardziej zachwycony jestem jednak ja. Już wyjaśniam dlaczego. Ostatnie dni były, delikatnie rzecz ujmując, okropne. Smutek i nostalgia w pełnej okazałości. Zresztą, pal licho smutek i nostalgię! Najgorsze, że – Państwo raczą wybaczyć – zachowywałem się jak ostatni kutas. Fochy zatapiałem w winie czerwonym, tudzież w żołądkowej gorzkiej. Jedyną osobą, z którą rozmawiałem była Oliwa…

Brzmi to jak bajka, ale kiedy Anioła na drzewie umieściłem cała złość, cała głupota, całe to nadąsanie pierzchły – nie bójmy się tego słowa – w pizdu! Czekam więc na żonę osobistą co by przeprosić, przytulić do góry podrzucić.

I kto mi teraz powie, że Aniołów nie ma?

piątek, 19 grudnia 2008

Dzwięki na dobrą noc



Nastrój ostatnimi czasy zasadniczo fatalny. Smutek i nostalgia trwa… Na poprawienie nastroju nasza kuchnia muzycznych niespodzianek serwuje dzisiaj „Make Me Smile (Come Up and See Me)”. Steve Harley and Cockney Rebel z roku 1975. A nieco później (1997) utwór ten rozbrzmiał w pysznym filmie „Goło i wesoło”. Smacznego!

Motyl


Ach, jak bardzo chciałbym polecieć teraz do Polski… Choćby i na własnych skrzydłach (no może nieco ciut większych niż panny-motyla Oliwy).

Krótko mówiąc: smutek i nostalgia.

wtorek, 16 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



No to dzisiaj pieśń, której tytuł jakże adekwatny do porannej przygody z kanapeczką. „Parzydełko” i Pustki ze swojej ostatniej płyty „Koniec Kryzysu”. Rok 2008. Smacznego!

Śniadanie (nie na trawie)


Nie wiem jak to się stało. Drogą zakupu nabyłem dziś o godz. 7.54 kanapkę z... indykiem. Rozpakowałem, ugryzłem, wyplułem. Mocną kawą gardło dezynfekuję. Niesmak jednak pozostał. Trzeba niechybnie odkorkować butelkę. Oj trzeba.

TataOliwki indyka, a gołąbek chleb z masełkiem i dżemem. Smacznego!

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc




W 1995 roku powstał jeden z moich (wielu, wielu, ach jak wielu) ulubionych filmów. Kończy się on uroczą świąteczną opowieścią, która to rozgrywa się w takt pieśni „You're Innocent When You Dream” Toma Waitsa. Smacznego!

Acha, a film nosi tytuł „Dym”.

Kartkowanie








Ciekaw jestem co w tym roku znajdą w swoich Christmas stockings przedstawiciele władz Oksfordu? Jeśli rację ma moja mama, która przez lata powtarzała, że Święty Mikołaj grzecznym ludziom przynosi prezenty, niegrzecznym zaś rózgi – odpowiedź może być tylko jedna. Bardzo zresztą bolesna.

Patrząc na działania władz Oksfordu zastanawiam się jednak czy rózgi są aby adekwatne do zaprezentowanego niedawno poziomu głupoty. Może bardziej pasowałyby tu pięknie opakowane pudełka? Rzecz jasna puste. Dokładnie tak samo, jak głowy tych, którzy wprowadzili w życie swoje absurdalne pomysły.

Przed miesiącem władze szacownego Oksfordu ogłosiły wszem i wobec, że znoszą… święta Bożego Narodzenia. W zamian, błyskotliwi włodarze zaproponowali Zimowe Święto Światła (Winter Light Festival). Dlaczego? Proszę trzymać się mocno, oto odpowiedź: „bo święta były to tej pory za bardzo chrześcijańskie”. Czy można sobie wyobrazić bardziej idiotyczny argument? Chyba nie.

Powiedzmy wprost: nie trzeba być chrześcijaninem, ba, nie trzeba być osobą wierzącą, by zobaczyć niedorzeczność takiej decyzji. „Czuję się osobiście dotknięty i obrażony. Boże Narodzenie jest czymś wyjątkowym, nie można go pominąć czy, co więcej, wymazać z brytyjskiej kultury” – stwierdził na łamach prasy Sabir Hussain Mirza, przewodniczący Muzułmańskiej Rady Oksfordu. W podobnym tonie wypowiedział się również miejscowy rabin, Eli Bracknell. Jego zdaniem „zachowanie bożonarodzeniowych tradycji jest czymś ważnym i ich wymazywanie może tylko zaszkodzić tożsamości Wielkiej Brytanii”. Władze Oksfordu uparcie jednak twierdzą, że Zimowe Święto Światła wprowadzone zostało właśnie z myślą o wyznawcach innych religii, których nazwa „Boże Narodzenie” mogłaby razić. Przedstawiciele innych religii mówią, jak widać, coś zgoła innego. Urzędnik, jak zwykle zresztą, wie jednak lepiej.

Przed nami święta, które w tradycji chrześcijańskiej upamiętniają narodziny Jezusa Chrystusa. Tego faktu nie zmienią żadne zakazy, nakazy i postanowienia. Szkoda tylko, że swoją ze wszech miar niedorzeczną decyzję, władze Oksfordu ubierają jeszcze w zapewnienia o rzekomym „wspieraniu dialogu między religiami”.

Decyzja władz Oksfordu jest także idealnym potwierdzeniem słów Alberta Einsteina, który twierdził, że „tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej”. Głupota głupotą, ale trzeba przyznać, że to nie pierwsze działania na Wyspach, które próbują zmarginalizować święta Bożego Narodzenia. Czym innym są bowiem wszechobecne kartki, na których zamiast życzeń „Merry Christmas”, mamy poprawne politycznie „Season’s Greetings”? Podobnych niedorzeczności znajdziemy niestety więcej.

W ubiegłym roku „The Times” pisał o szkołach, w których tradycyjne Bożonarodzeniowe przedstawienia pozbawione zostały… wątków religijnych. Jak to zrobiły? Przyznam uczciwie – nie wiem i chyba nawet wiedzieć nie chcę. Wszystko ma przecież swoje granice. Nawet i głupota.

Na szczęście nie wszędzie tak jest. W szkole Panny Oliwy istnieje na ten przykład przemiły zwyczaj pisania kartek świątecznych.

W sobotę i niedzielę panna O. wypisała więc z wypiekami na twarzy 28 takich kartek, znaczy się dla wszystkich klasowych druhów. Drogą zakupu nabyłem w polskiej księgarni dwujęzyczne kartki: polsko-angielskie. A niech się dziatwa uczy pięknej mowy Mickiewicza. A co!

Oliwka pisała, TataOliwki sączył winko czerwone, w tle muzyczka wyborna. Piękne to było kartkowanie, oj piękne.

środa, 10 grudnia 2008

Siostry






Panna Oliwa traktuje Matyldę jak swoją młodszą siostrę. Rozmawia z nią, tłumaczy, opowiada historie wszelakie. Matysia jak bardzo uważnym słuchaczem. Panna Oliwa jest zaś bardzo wytrawnym opowiadaczem. Dziewczęta dogadują się (cokolwiek kryje się pod tym pojęciem) więc wybornie.

A gdyby tak pojawił się jeszcze – dajmy na to – mały Marcel tudzież Tymek? Czy ktoś z Państwa widział może małżonkę mą osobistą? Chciałbym właśnie przedstawić jej pewną propozycję. Rzecz jasna – nie do odrzucenia…