Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Anioł


Drogą zakupu nabyliśmy dziś choinkę urody cudnej. Wybierała, rzecz jasna, panna Oliwa. No i wybrała największą jaka była.

Z uwagi na nieustanny brak auta, TataOliwki przetransportował rzeczone drzewko za pomocą sił własnych. Panie wiedzą: czajniczek, szkatułka, bisepsik lewy, bisepsik prawy i takie tam. Siły własne były zaczęły mnie opuszczać po 20 metrach od sklepiku. Panna Oliwa pomagała jak umiała. A to gałązkę pociągnęła z lewa, a to a prawa. Na szczęście pogoda w mieście Londyn bezdeszczowa, więc spacerek z dwumetrowym drzewem udał nam się wybornie.

A propos pogody: Za oknem plus 17 stopni. Gdyby Szanowne Państwo zapodziało gdzieś kalendarze spieszę donieść, że dzisiaj 22 dzień grudnia. Znaczy się zima w pełni.

Wróćmy jednak do świątecznego drzewa. Mała gimnastyka w drzwiach wejściowych i jesteśmy całą trójką w domu! Panna Oliwa, pani choinka i ja. Jeszcze tylko przestawić wózek Matysi i choinka jakby stworzona dla naszego domu.

Dzisiaj nastąpiło jedynie uroczyste umieszczenie Aniołka na szczycie pani choinki. Aniołek nie tak dawno trafił do panny O. A trafił jako podarunek od szefa mojego przesympatycznego. Oliwa zachwycona. Pani choinka jakby również.

Najbardziej zachwycony jestem jednak ja. Już wyjaśniam dlaczego. Ostatnie dni były, delikatnie rzecz ujmując, okropne. Smutek i nostalgia w pełnej okazałości. Zresztą, pal licho smutek i nostalgię! Najgorsze, że – Państwo raczą wybaczyć – zachowywałem się jak ostatni kutas. Fochy zatapiałem w winie czerwonym, tudzież w żołądkowej gorzkiej. Jedyną osobą, z którą rozmawiałem była Oliwa…

Brzmi to jak bajka, ale kiedy Anioła na drzewie umieściłem cała złość, cała głupota, całe to nadąsanie pierzchły – nie bójmy się tego słowa – w pizdu! Czekam więc na żonę osobistą co by przeprosić, przytulić do góry podrzucić.

I kto mi teraz powie, że Aniołów nie ma?

3 komentarze:

Roza pisze...

Tato Oliwki, Przewodniczäcy nasz!
Nie wiem czy w tym calym zamieszaniu i pospiechu uda mi sie dzisiaj wieczorem usiäsc przy komputerze, dlatego dzisiaj skladam Tobie i Twoim bliskim zyczenia swiäteczne. Tak wiec niech spelniä sie Wasze marzenia i nadzieje, ktore niosä ze sobä Swieta Bozego Narodzenia i nadchodzäcy Nowy Rok! Glowa do gory! My takze na Swieta nie pojechalismy do Polski. Sciskam!

TataOliwki pisze...

Zamieszanie zamieszaniem, pośpiech pośpiechem, ale kwandransik odpoczynku przy blogu zawsze się znajdzie ;)...

Dziękuję Różo za życzenia! I my pięknych Świąt Wam życzymy na tej obcej ziemi...

Ściskam!

Roza pisze...

Mam nadzieje, ze ten kwadransik sie znajdzie... To takze sie tyczy Przewodniczäcego... Tato Oliwki przez Swieta prosze nas nie zaniedbywac i o czytelnikach pamietac!!! Pozdrawiam i sciskam!