Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 30 grudnia 2008

Śpiewać każdy może...











Tak, śpiewać każdy może. Inna sprawa, że nie każdy powinien. Ale o tym może nieco później.

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia kolejny już raz pokazały nam jak miło żyje się bez telewizora. Człowiek oglądał więc tylko to, co chciał obejrzeć (ot, radość posiadania komputera z odtwarzaczem DVD). Relaksował się również miłymi pogaduchami i muzyczką zasadniczo radosną. No i jeszcze mógł sobie nieco pośpiewać. A było to tak:

W czwartkowy wieczór nawiedziła nas Asia z przenośnym zestawem do karaoke, który to zestaw wręczyło jej koleżeństwo z pracy. Potem wpadły radosne panie Japonki z własnoręcznie przygotowanym wegetariańskim suszi (mniam, mniam). No i się zaczęło!

Stuhr Jerzy byłby dumny. Oj byłby. Abba, a zaraz potem Tom Jones. Tuż za nim Perfekt i Britney Spears. Zaraz potem Madonna, Beata Ostrowska i dziecięce Fasolki. Dziewczęta skakały, piszczały, włosy z głów rwały. TataOliwki ukryty na czubku choinki obserwował, notatki sporządzał, zdjęcia wykonywał. Nie śpiewał, bo – jako się rzekło na początku – nie każdy śpiewać powinien. Zwłaszcza jeśli wina czerwonego tudzież gorzkiej żołądkowej pod ręką nie ma.

Pyszny był to wieczór. Suszi z awokado i tofu, śpiewające dziewczęta, skacząca panna Oliwa. No i smuć się tu człowieku jakimś tam krachem finansowym...

2 komentarze:

P pisze...

No szok! Panny M a mowie tu szczegolnie o mlodszej Pani M to jak Edyta G. wlosem po estradzie miata! W...O...W ;)


Pinio

TataOliwki pisze...

Trzeba chyba jakiś koncert zorganizować. Biletowany, rzecz oczywista! :)