Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 23 grudnia 2008

Choinkowe origami









Zrobiłem tak, jak obiecałem. Przeprosiłem, przytuliłem do góry podrzuciłem. Potem i żona osobista przeprosiła, przytuliła do góry jednak nie podrzuciła, bo i jak podrzucić miała? Krótko mówiąc: lepiej. Znaczy się normalnie, znaczy się miło.

Wczoraj przyszła do nas Yumi. Przesympatyczna japońska dama co to z ciotką Olą i żoną osobistą w herbaciano-kawowej branży na chleb zarabia. A jak przyszła i choinkę dorodną zobaczyła, to i do prac ręcznych ochoczo się zabrała. Wiadomo, córka Kraju Kwitnącej Wiśni, znaczy się do orgiami się zabrała. Kolorowe kartki papieru w bliżej nieznany mi sposób zamieniały się w łabędzie, statki, ba, nawet i japońskiego ludzika. Znaczy się przybyło nam nieco choinkowych ozdób.

Po drugiej stronie stołu, ciotka Ola zajęła się zaś konstruowaniem łańcucha. Na szczęście nie na wuja Dańca, tylko na nasze urocze drzewo. I tu także Oliwa pomagała jak mogła.

Żona osobista zabrała się natomiast za wypiek ciasta świątecznego. Pierwszego, nie ostatniego (Niech żyje! Niech żyje!).

Wuj Dancio zaś, po misternym pokrojeniu warzyw do sałatki, zajął się zbawianiem Matyldy nadzwyczaj tego dnia poważnej.

Co czynił TataOliwki? – zapyta dociekliwe Państwo. Fotografował, wino czerwone spożywał. No wykończony normalnie jestem. Padam.

PS. A komputerowy słownik worda słowo „origami” zamienia ochoczo na „orgiami”. Papierowa sztuka kontra gołe dupy. Ot, XXI wiek.

Brak komentarzy: