Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 26 grudnia 2008

Wieczerza wigilijna


















Ola, Matysia, Daniel, Marek, Asia, Kasia, Sylwia, Oliwka, Sławek, Yumi i Takako – oto radosny skład naszej wieczerzy wigilijnej.

Środowy dzień rozpoczęliśmy od ubierania pani Choinki. Manualne zdolności naszych dziewcząt sprawiły, że na gałązkach pojawiły się m.in. aniołki duże i małe, gwiazdy i ludziki o jakże przyjemnej aparycji. No i jeszcze suszone pomarańcze oraz wielobarwne gwiazdy z pracowni panny Oliwy. Drzewo, jak malowane!

No a potem radosne krzątanie się w kuchni. Najprawdziwszy barszcz z suszonymi, polskimi – a jak! – grzybami, uszka, pierogi z kapustą i grzybami, krokiety, sałatki, łazanki, wigilijna kapusta, pieczony łosoś (Kasia powiedziała, że karp w polskim sklepie zwyczajnie cuchnął, więc go nie nabyła…) śledzie, no i chleb, który upiekł pan Marek! Jednym słowem: pyszności!

Wieczerzę wigilijną rozpoczęliśmy, rzecz oczywista, od podzielenia się opłatkiem. Polsko-japońsko-angielskie życzenia i uściski z kolędami w tle. No a potem wielogodzinne ucztowanie. Do smaku kilka kropel wybornego wina i odrobinka japońskiej nalewki śliwkowej. Mniam!

A potem prezenty, prezenty, prezenty! Święty Mikołaj z ledwością pomieścił wszystkie podarki pod naszą panią Choinką. TataOliwki z natury grzecznym chłopcem jest więc owa grzeczność została należycie w tym roku doceniona… Komplet filmów Pedro Almodovara, urody cudnej bluza z kapturem, zioła w doniczkach, wina wyborne, kieliszki eleganckie, kuchenne rekwizyty, świece pachnące… Dziękuję Mikołaju, ach dziękuję (z uwagi na brak miejsca nie jestem w stanie zamieścić pełnej listy podarków, które otrzymały Oliwa oraz Matysia; no, nie ma takiego bloga, co by to pomieścił…).

Tym razem poza rodzinnymi stronami, bez rodziców, bez siostry… Najważniejsze jednak, że z żoną osobistą i córką jedyną u boku. No i jeszcze przyjaciele serdeczni! Nie ma co, piękna Wigilia Bożego Narodzenia.

3 komentarze:

zoska na wygnaniu pisze...

A Matyldzie coś daliśta Pasibrzuchy :)

TataOliwki pisze...

Oczywiście moja Droga, że dalim!
a/ mleko
b/ mleko
c/ pierogi z kapustą i grzybami

Anonimowy pisze...

Od kiedy to podczas Wieczerzy Wigilijnej pije się alkohol