Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Kryzysowa narzeczona



Dzień przed wigilią Bożego Narodzenia „Gazeta Wyborcza” wydrukowała artykuł pod jakże optymistycznym tytułem „Kryzysowe święta na Wyspach”. Kolejny już raz dowiedziałem się jak nam tu niedobrze, jak nam tu biednie, jak tak zwany kryzys wykańcza nas nie tylko w dzień powszedni.

„Desperackie wyprzedaże w sklepach, fatalne wyniki makroekonomiczne i strach przed kryzysem – tak źle na Gwiazdkę w Wielkiej Brytanii nie było już dawno” – pisze zza warszawskiego biurka kolega redaktor. Szkoda, że ów czarnowidz nie wybrał się w tych dniach do Londynu, by na własne oczy zobaczyć wyludnione ulice, pozabijane dechami sklepy, wszechogarniającą rozpacz i biadolenie. A może się właśnie nie wybrał, by to, co napisał, nie pękło jak bańka mydlana?

„Konsumenci są w tym roku wyjątkowo ostrożni i każdego funta oglądają dwa razy, zanim zdecydują się go wydać. Powód? Kryzys” – pisze ze znawstwem „Wyborcza”. W ostatnich dniach widziałem na oczy własne tysiące takich „ostrożnych konsumentów”. Sklepy – te duże, i te całkiem maleńkie- wypchane ludźmi niemal po sam sufit. Szaleństwo kupowania dokładnie takie samo, jak w roku poprzednim. A może nawet i nieco większe…

Media co rusz informują o kolejnych bankierach tracących posady. Ludzie, którzy zarabiali tygodniowo tyle, że TataOliwki mimo szczerych chęci nie jest w stanie takich sum podać (bo z matematyki głąbem był, jest i głąbem pozostanie, więc te wszystkie zera mu się nieco pomieszały), ludzie ci lądują więc na bruku. Na bruku i na szpaltach gazet jednocześnie lądują. Niech naród czyta historie krwiożerczych finansistów co to domów posiadali tuzin, a na wczasy, zamiast pod gruszę, jeździli na Bora-Bora lub do innego Dubaju. Naród więc czyta i raduje się nieszczęściem krwiopijców. A jak się naczyta i serce radością napełni rusza z szaleństwem w oczach na zakupy wielkie, ogromne, największe z możliwych. Życie.

Kryzys, jak nam się zdaje, wysoko na górze. A tu, niżej, niżej i jeszcze nieco niżej, zasadniczo bez zmian. Miło było, miło jest nadal. W lodówce produkta spożywcze jak były, tak są nadal. Nawet i na półeczce wino czerwone, jak stało, tak stoi nadal. Panna Oliwa w dziurawych rajtuzach nie biega, a i małżonka osobista wytworną perfumą może skropić swoje odzienie wierzchnie (również dziur pozbawione). Żyjemy tak, jak żyliśmy w roku poprzednim. Znaczy się szczęśliwie sobie żyjemy. Kryzysowa narzeczona do naszych drzwi nie zapukała. Czy zapuka? O tym w kolejnych odcinkach…

***
Dobry Mikołaj w dobie wszechogarniającego kryzysu podarował pannie Oliwie kilka drobiazgów (no może kilkanaście). Między innymi pan M. podarował był tablicę, na której można nie tylko pisać, ale – jak widać – także i rysować. Na załączonym obrazku Szanowne Państwo może (po raz pierwszy na tym blogu!) zobaczyć autora, znaczy się TatęOliwki. Portret wykonała, rzecz oczywista, kochająca małżonka osobista. Oliwka z Tatą. Voila!

6 komentarzy:

Roza pisze...

Identyczny!!! Oliwka masz talent!!! Pozdrawiam!

Roza pisze...

A!!! To malzonka wykonala ow portret? Tez ma talent! Pa!

TataOliwki pisze...

Dobra, dobra! Bez takich mi tu! :)

zoska na wygnaniu pisze...

To ja już tera wiem czemu mię te chopoki parfimy pod choinke kupili - cobym jak żona Taty Oliwki, a nie jak ta nie porównując Lady.

TataOliwki pisze...

Jakie tam chopkoki! Przeca do Mikołaj prezenta przynosi!

zoska na wygnaniu pisze...

No to jak ma być zgodnie z literą prawa to Dzieciątko u Zośki