Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 31 grudnia 2008

Dźwięki na dobrą noc



Czas zatem na ostatnią porcję dźwięków Anno Domini 2008. Bez cekinów, bez stroboskopów, ba, nawet i bez kolorofonów. Na koniec i zarazem na dobry początek – Dave Brubeck. Jeden z najczęściej granych utworów w naszym gościnnym domu, czyli „Take Five”. Tu z berlińskiego koncertu w roku 1966 (Dave Brubeck – fortepian, Paul Desmond – saksofon, Eugene Wright – kontrabas, Joe Morello – perkusja). Smacznego, smacznego, po trzykroć smacznego!

Brak komentarzy: