Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 8 września 2009

Pani Delfin


W minioną niedzielę odbyła się kolejna już edycja London Vegan Festival. I my tam byliśmy i rarytasy wcinaliśmy.

Jak co roku było pysznie i sympatycznie (chociaż z kronikarskiej uczciwości wypada zaznaczyć, że jednak ciut mniej sympatyczniej niż w roku ubiegłym bo, nie wiedzieć dlaczego, zabrakło kącika dla wegańskich i wegetariańskich pociech naszych ukochanych).

Spotkaliśmy za to, zgodnie z nową świecką tradycją, radosną ekipę poznaną na forum wegedzieciak.pl. Była więc Zina z Argirem i Klarą, no i Motyl z ukochanym, którego imienia nie pomnę, wraz z Antosiem i Andzią. Nie zabrakło, rzecz oczywista, i panny Matysi z rodzicami szanownymi.

Ludzi tłum, albo jeszcze więcej. Weganizm rośnie widać nad Tamizą w siłę i to siłę znaczną. No a przede wszystkim siłę bardzo pyszną. Jamaican Rum Cake rozpływał się na ten przykład we mnie rozkosznie. O wegańskim hamburgerze nie wspominając. Jednym słowem mniam, a dwoma: mniam-mniam.

***
Na załączonym obrazku dawno niewidziana panna Oliwa. Dawno niewidziana, bo przez sześć tygodni bawiło dziewczę w kraju przodków. A jak dziewczę wróciło, to ojca jej szanownego leń dopadł i dupa znaczy cisza. Ojcu leń na bezrobociu chyba minął więc pstryknął i załącza.

Dodam tylko, że twarzowy malunek powstał na rzeczonej imprezie ku radości niekłamanej panny Oliwy i rozpaczy znacznej małżonki osobistej. Zazdrośnica?

Brak komentarzy: