Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 11 marca 2010

Czerwony jak cegła

A było to tak. Czekałem właśnie na autobus kiedy podeszło do mnie wyrośnięte nieco dziecko. Wyrośnięte dziecko trzymało w swoich wyrośniętych dłoniach pieniądze, za które właśnie ja drogą zakupu miałem nabyć paczkę papierosów. Jak na troskliwego ojca przystało spojrzałem na wyrośnięte dziecko z politowaniem i stanowczo współpracy odmówiłem. Po naszemu: Paszoł won!

Wyrośnięte dziecko podchodziło więc do kolejnych osób. Ludzie odmawiali, ale w końcu znalazł się jakiś baran co poszedł i fajki kupił.

Wyrośnięte dziecko z papierosem w ustach zaczęło wykonywać w moim kierunku dziwne gesty. Jakiś środkowy paluszek się pojawił, jakieś brzydkie słówka. Cóż, przyznam uczciwie, dałem się sprowokować. Podszedłem więc do wyrośniętego dziecka, które tym bliskim spotkaniem nie było zbytnio zdziwione. Grymas zaskoczenia pojawił się dopiero, kiedy nerw puścił mi zupełnie i wyrośnięte dziecko pchnąłem raz i drugi. Po naszemu: Idźże stąd łobuzie jeden!

Wróciłem na przystanek. Po chwili ludzie wokół mnie zaczęli pierzchać w nieznane. Oto bowiem powróciło wyrośnięte dziecko z wielką cegłą w wyrośniętej dłoni. Wyrośnięte dziecko zaczęło krzyczeć, podskakiwać i mówić do mnie wyrazy tak brzydkie, że, Państwo raczy wybaczyć, nie śmiem ich nawet powtórzyć.

Nerw puścił mi zupełnie. Czerwona cegła podziałała na mnie jak czerwona płachta na byka. Stary dziad, a tak się zezłościł. Ściągnąłem plecak, podwinąłem rękawy (widziałem na zagranicznych filmach, że tak się robi) i krok jeden w kierunku wyrośniętego dziecka poczyniłem. Wyrośnięte dziecko zgłupiało, cegłę odrzuciło i – nazwijmy rzecz po imieniu – spierdoliło dość szybciutko.

Małżonka osobista się zdenerwowała, że nie odpuściłem i na szwank naraziłem swojej urody cudne lico. Powiem tak: nerw wziął górę nad zdrowym rozsądkiem. Z drugiej jednak strony nie można dać się zwariować! Nie będzie wyrośnięte dziecko z cegłą na obywatela wyskakiwało. Na pohybel murarzom!

11 komentarzy:

zośka pisze...

Dżizusss, babska solidarność każe mi napisać- małżonka świętą miała rację, te chłopy to rozumu nie mają! A Tata niech mi tu za Chucka Norrisa nie robi.Dżizusss.

Anonimowy pisze...

Witam!
Czytuje Pana blog od czasu pewnego .Bardzo podoba mi się styl w jakim Pan to czyni :) Do tej pory nie pozostawiałam po sobie śladu ,ale dziś tak się uśmiałam( bez urazy ,ale potwornie mnie sytuacja ubawiła ) ze postanowiłam pochwalić Pana postawę !I pozwolę sobie dodać ,ze gdyby większa ilość "dorosłych" raczyła reagować na takie sytuacje, może młodzież była by inna - lepsza. Bo właśnie znieczulica powoduje to ze młodzi ,robią co chcą ,niczego się nie boja. Gratuluje odwagi! Pozdrawiam bardzo serdecznie z trójmiasta ! Ola

Mua pisze...

Nie zazdroszczę starcia. Mnie w takich sytuacjach też nerw nie opuszcza więc pewnie zrobiłabym dokładnie tak samo.
Dobrze, że zwiał, szczeniak jeden!

TataOliwki pisze...

Zosiu - Chuck N. nie robi takiej groźnej miny jak TataOliwki :)

Olu - Jak tylko małżonka osobista powróci do domu przeczytam jej Twój komentarz:) No i bez tego "Pana" mi tutaj, bo ja przecież młodzieńcem jeszcze jestem (do tego taaakim odważnym...).

Mua, czyli Zino - Tak, dobrze że zwiał. Cegłoodporny to raczej nie jestem...

michaszyj pisze...

kurna no odwazny jestes nie ma co:) moze sie szczeniak nastepnym razem zastanowi zanim podniesie nastepna cegle;) ps moze kup se chlopie auto to unikniesz takich przystankowych sytuacji;)pzdr:] no a zona twoja powinna sie cieszyc ze takiego odwaznego mezczyzne w domu ma:]

zyga pisze...

dzielny kolega......i to szczawiu:)))

Pozdrawiam ciepło:)
p.s...oficer jest z Pana dumny!:)

Chihiro pisze...

Jako kobiecie (nie wierzylam, ze kiedys zaczne od tych slow :)) takie akcje mi nie groza. I nie wiem, jak bym postapila w Twojej sytuacji, ale gratuluje odwagi i zimnej krwi (mimo zdenerwowania). Mlodziez dresiarska sie tu strasznie panoszy i dobrze, gdy raz na jakis czas ktos pokaze, gdzie ich miejsce. Choc nastepny malolat moze miec noz i byc szybszy i bardziej zdecydowany niz Ty...

Anonimowy pisze...

Ojojoj! Czytajac zapiski Twoje MLODZIENCZE MILY;) nie pomyslalabym nigdy,zes taki wyrywny! Z lagodnoscia mi sie kojarzyles raczej i spokojem- oceanem spokoju!:D Mlodziez tubylcza nigdy chyba nie nauczy sie rozumu,ale dobrze, ze poslales lobuza gdzie pieprz rosnie!!! Pozdrawiam i przesylam duuuzo pozytywnych wibracji, Agusia:)

Kalkulatorka pisze...

Pochwalam zachowanie. Nalezy dawac mlodziezy do zrozumienia co wolno, a co nie! :)
Pozdrawiam,

Anonimowy pisze...

postawy gratuluę
ale rozsadek trzeba przepisac na recepte...tak jak zona stwierdzila
:o)

z pozdrowieniami GosiaL

Pinio pisze...

"...swojej urody cudne lico."

no coz... leTko chyba wacpan przesadza ;))))


PZDR

Pinio