Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 11 marca 2010

Dźwięki na dobrą noc



Wiadomo nie od dziś, że na skołatane nerwy najlepsza jest muzyka (Muzyka łagodzi obyczaje, czy jakoś tak…). Już za chwilę, już za momencik (5 kwietnia) pojawi się album nowego projektu pana Jóna Thora Birgissona z zespołu Sigur Ros. W oczekiwaniu na płytę, drogą zakupu nabyłem właśnie bilety na majowy koncert pana Jóna. Czy będzie równie pysznie, jak na występie Sigur Ros w listopadzie roku 2008? Zobaczymy. Póki co w naszej kuchni muzycznych uniesień kompozycja „Boy Lilikoi” z płyty „Go”. Rok 2010. Smacznego!

1 komentarz:

Chihiro pisze...

Ja tez bardzo lubie Jonsi, ktorego oczywiscie poznalam dzieki Sigur Ros. Na koncert jeszcze nie wiem, czy sie wybiore, ale nowa plyte kupie :)