Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 7 sierpnia 2009

Lubią, nie lubią?

W Polsce larum. Z sondażu opublikowanego na łamach „Rzeczpospolitej” wynika, że poza granicami kraju panuje do nas niechęć. Antypolonizm ponoć taki, że najlepiej już pakować walizki.

Z danych Ministerstwa Spraw Zagranicznych wynika, że rodaków żyjących poza granicami jest około 15-17 mln. Wszyscy uczciwi, rzetelni, pracowici. A gdy jakiś „The Sun” tudzież inny „Daily Mail” napisze o jakimś incydencie z udziałem Polaków, wiadomo od razu, że to bezczelna prowokacja. Polak kulturalny jest i basta! A gdyby ktoś spróbował zaprzeczyć, to zawsze można skorzystać z rady Majstra z kabaretu „Dudek”: Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom.

Tak już niestety jest, że wielu Polaków każdą, nawet najmniejszą formę krytyki, przyjmuje jako „bezpardonowy i bezpodstawny atak”. Bez dystansu do siebie, bez autoironii tupie więc niejeden rodak nóżką i palcem wygraża. Nie brakuje i takich, którzy wdrapują się na pośpiesznie usypane barykady. W prawej dłoni miecz, w lewej – łopoczący na wietrze sztandar. Szlachetni rycerze dzielnie odpierają ataki (mniejsza o to, że często wyimaginowane). Opuszczone przyłbice ograniczają pole widzenia jednak mężni wojowie tną mieczem powietrze. A nuż, ktoś się nawinie.

W londyńskim pubie pan Mieczysław wespół z panem Henrykiem wypili o kilka piw za dużo. Dochodzi do przepychanki z panem Johnem i panem Benem, którzy, pech chciał!, też tego dnia za kołnierz nie wylewali. Pan Mietek budzi się o świcie z podbitym okiem. Nie bardzo pamięta kiedy, gdzie i jak. Jednego jest jednak pewien – oto stał się ofiarą szerzącego się antypolonizmu. Polskie gazety sprawę nie tyle opiszą ile stworzą na nowo i z rozmachem nagłośnią.

Zdaje się, że lektura takich właśnie, mrożących krew w żyłach historii, natchnęła Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Janusza Kochanowskiego. Na urzędowym papierze napisał trzy pisma: do Trevora Phillipsa – Przewodniczącego Komisji Równości i Praw Człowieka w Anglii, Alana Millera – Przewodniczącego Komisji Praw Człowieka w Szkocji oraz Monica McWilliams – Przewodniczącej Komisji Praw Człowieka Irlandii Północnej. Wszystkie, jak pisze Rzecznik, „w sprawie nasilających się w Wielkiej Brytanii gróźb oraz ataków w stosunku do Polaków na tle narodowościowym”.

Inicjatywa prof. Kochanowskiego wywołała konsternację zarówno nad Wisłą, jak i nad Tamizą. Wojciech Tuczyński, rzecznik prasowy Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii przyznał, że doniesienia mediów o agresji wobec Polaków na Wyspach nie są prawdziwe. „Rzeczywiście, zanotowaliśmy pewien wzrost przestępczości z udziałem Polaków. Dotyczy on jednak nie tylko przestępstw popełnianych na Polakach, ale także tych, których sprawcami są Polacy” – tłumaczy Tuczyński.

Niestety Rzecznik Praw Obywatelskich oparł się wyłącznie na doniesieniach prasowych, a te, jak wiemy, z rzetelnością nie zawsze mają wiele wspólnego. Podczas gdy angielskie tabloidy wyśmiewają się z polskich cwaniaczków (a tych, niestety, nie brakuje), ich polskie odpowiedniki (tabloidów, nie cwaniaczków) piszą o masowym prześladowaniu emigrantów. Na szczęście świat jest dużo bardziej złożony niż kreślą to brukowce.

Jestem realistą i wiem, że na terenie Wielkiej Brytanii (podobnie zresztą jak w wielu innych krajach) nie wszyscy pałają do nas miłością i sympatią. Ba, Polacy bywają ofiarami przestępstw kryminalnych; wielu zostało również oszukanych przez swoich pracodawców. Lepiej jednak, gdyby takimi sprawami zajęły się policja i niezawisłe sądy. Jeśli bowiem sprawiedliwość wymierzać będą żądne taniej sensacji gazety, to może lepiej już zacznijmy pakować walizki…

Brak komentarzy: