Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Niebo



Na tapczanie siedzi leń, bloga nie uzupełnia cały dzień... Tak, to prawda, zaniedbałem Ciebie pamiętniczku znacząco. Pora uderzyć się w pierś (bim! bom!) i do reanimacji przystąpić.

Sporo wody w Tamizie upłynęło od naszego ostatniego spotkania. W tak zwanym międzyczasie wydarzyło się wiele, ba, nawet i więcej. Zawieźliśmy pannę Oliwę do Polski pięknej i dostatniej (planowany powrót: 27 sierpnia). Nawiedziliśmy także mą ukochaną Pragę. No i jeszcze wypowiedzenie z pracy otrzymałem (w pocie czoła tyram jeszcze do końca sierpnia). Co poza tym? Uroczo.

Nazbierało się tematów i obrazków też jakby pod dostatkiem. Wszystko trzeba mi rychło uporządkować i z Szanownym Państwem się podzielić.

Na dobry początek niebo nad ulicą naszą. Rzecz miała miejsce nie dalej jak w sobotę. Na obrazku drugim rzeczone niebo wraz z Małżonką Osobistą, Ciotka Olą i Wujem Tygrysem. Biegną by uściskać pana z aparatem...

2 komentarze:

zyga pisze...

Jezusie....ja zdaje sobie sprawę,że czekanie na przyjemność to też przyjemnośc,ale ile można:)Do roboty się weź Przyjacielu, bo inaczej i czytelnicy wypowiedzenie Ci dadzą, i co wówczas:)TYlko porter w Grudziądzu na ryneczku pozostanie i szlochanie:)
Czekam na kolejne odcinki Waszych opowieści..
Zygulina za kratami:)

TataOliwki pisze...

No to bierę się do roboty!