Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 4 sierpnia 2009

Procesja





















Włosi słyną ze swoich procesji religijnych, które łączą misterium z teatralnym widowiskiem. Niektóre z nich, jak chociażby ta w Katanii organizowana ku czci patronki miasta – świętej Agaty, przyciągają setki tysięcy wiernych. Włosi o swoich procesjach nie zapominają także poza granicami ojczyzny. Jedna z największych od ponad 100 lat odbywa się w Londynie.

Rok 1883 to jedna z najważniejszych dat w historii włoskich emigrantów w Wielkiej Brytanii. Królowa Wiktoria wydała wówczas specjalne pozwolenie na zorganizowanie ulicznej procesji religijnej. Trzeba dodać, że procesji katolickiej. Od czasu przewrotu religijnego w roku 1534, włoscy katolicy jako pierwsi otrzymali takie właśnie pozwolenie. Od tamtej pory, niemal każdego roku (z wyłączeniem okresu II wojny światowej) odbywa się w Londynie słynna już procesja of Our Lady of Mount Carmel.

Procesja ściśle związana jest z najstarszą włoską parafią w Londynie – St Peter’s Italian Church (w której to pracuje przesympatyczny rodak nasz, ks. Rysio znaczy się Padre Ricardo). To tu mieści się główny „sztab” przygotowujący to wielkie przedsięwzięcie. Od 45 lat dyrektorem artystycznym procesji, jak nazywają go sami Włosi, jest Peter Bertocinii.

„Dla nas, Włochów, procesja religijna ma niezwykłe znaczenie” – mówi mi Peter Bertocinii. „Niemal każdy region Włoch organizuje procesje ku czci swoich lokalnych świętych. W Londynie połączyliśmy różne tradycje, tak, by każdy włoski emigrant mógł poczuć się w ten wyjątkowy dzień jak u siebie”.

Jak podkreślają organizatorzy, jeszcze do lat 50. ubiegłego wieku na londyńskiej procesji dominowały statuy świętych noszone przez wiernych. Potem pojawiły się także ruchome platformy, na których odgrywane są sceny ukazujące Mękę Jezusa Chrystusa.

Peter Bertocinii podkreśla, że w procesji w Londynie uczestniczą włoscy emigranci z różnych zakątków Anglii. „Przyjeżdżają tu pomodlić się, ale także by pobyć ze swoimi przyjaciółmi, których znają i pamiętają jeszcze z Włoch. Naszej procesji towarzyszy także wielki market, na którym sprzedawane są specjały z różnych zakątków naszej ojczyzny. Chcemy bowiem, aby tego dnia panowała tu prawdziwie włoska atmosfera. Wszyscy wiemy przecież, że religia i jedzenie są dla nas bardzo ważne” – z uśmiechem dodaje Bertocinii.

Od dwóch lat na procesji of Our Lady of Mount Carmel obecny jest także obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. To inicjatywa włoskiego proboszcza, który podczas pielgrzymki do Częstochowy tak zachwycił się tym wizerunkiem, że zapragnął go mieć także podczas procesji w Londynie.

A TataOliwki tak się włoską procesją przejął, że osłonę do obiektywu zagubił. Mamma mia!

3 komentarze:

syla.sz pisze...

Cudne robisz zdjęcia ...

TataOliwki pisze...

Za dobre słowo dziękuję :)
Serdeczności!

Anonimowy pisze...

Uwielbiam Twoje zdjecia, tak pieknie potrafisz uchwycic moment...Pozdrawiam:)-Agusia z wysp