Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 24 października 2008

Godność


W Warszawie odbyła się prezentacja raportu „Sytuacja emigrantów ekonomicznych z Polski i innych krajów A8 w państwach członkowskich Unii Europejskiej”. Wypada mieć nadzieję, że ten niezwykle ważny dokument otworzy oczy niektórym polskim emigrantom.

Raport powstawał przez półtora roku. Przygotował go – na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich, dr Janusza Kochanowskiego – zespół kierowany przez prof. Josepha Carby-Halla, Konsula Honorowego RP w Hull oraz profesora prawa na tamtejszym Uniwersytecie.

Podczas konferencji prasowej prof. Carby-Hall zaznaczył, że choć raport skupia się przede wszystkim na wyzysku i nieuczciwych praktykach, to dotyczą one jedynie niewielkiej grupy ludzi. „Większość z imigrantów jest traktowana dobrze” – mówił w Warszawie Konsul Honorowy RP.

Celem raportu – jak zgodnie podkreślają jego zleceniodawcy i autorzy – jest to, aby każda osoba była świadoma swoich praw pracowniczych oraz miała szeroki dostęp do wszelkich informacji w miejscu zatrudnienia. A z tą świadomością nie u wszystkich jest najlepiej.

„Kazała mi myć przy niej podłogę na kolanach (mowa o szefowej). Musiałam na czworakach chodzić wokół niej jak pies. Często mówiła, że jestem śmieciem, jak inne śmieci w koszu” – cytuje jedną z emigrantek „Kurier Lubelski”. Czytam i oczom nie wierzę. Jak to możliwe, by zgodzić się na takie traktowanie? „Takie czasy” – odpowie ktoś, „praca jest najważniejsza” – doda inny. A właśnie, że nie. Najważniejszy jest przecież człowiek

Według Słownika Języka Polskiego PWN „godność” to „poczucie własnej wartości i szacunek dla samego siebie”. Jak niska musi być więc własna samoocena, by zgadzać się na takie poniżenie?

Wydrukowałem sobie właśnie ów raport (nieco ponad 400 stron, znaczy się idealna lektura na jesienne wieczory w mieście L.). Czytam z uwagą, a dla Szanownego Państwa biegnę z cytatą. I tu małe zaskoczenie: cytat nie z rzeczonego raportu, a… z encykliki Jana Pawła II. Wielu z nas, Polaków, woli stawiać kolejne pomniki. Bo przecież im większe, tym bardziej pokazują miłość, oddanie i pamięć…

W „Laborem Eexercens” (O pracy ludzkiej, wrzesień 1981) papież pisał, że praca powinna służyć samorealizacji człowieka. W tym jakże ważnym dokumencie Jan Paweł II pisał także o pracy emigrantów: „(...) Najważniejszą wydaje się to, ażeby człowiek pracujący poza swym ojczystym krajem, czy to jako stały emigrant, czy też w charakterze pracownika sezonowego, nie był w zakresie uprawnień związanych z pracą upośledzany w stosunku do innych ludzi pracy w danym społeczeństwie. Emigracja za pracą nie może w żaden sposób stawać się okazją do wyzysku finansowego lub społecznego. O stosunku do pracownika – imigranta muszą decydować te same kryteria, co w stosunku do każdego innego pracownika w tym społeczeństwie. Wartość pracy musi być mierzona tą samą miarą, a nie względem na odmienną narodowość, religię czy rasę. Tym bardziej nie może być wyzyskiwana sytuacja przymusowa, w której znajduje się emigrant. Wszystkie te okoliczności muszą stanowczo ustąpić – oczywiście przy uwzględnieniu szczegółowych kwalifikacji – wobec podstawowej wartości pracy, która związana jest z godnością ludzkiej osoby. Trzeba przypomnieć tu raz jeszcze podstawową zasadę: hierarchia wartości, głęboki sens samej pracy domaga się, by kapitał służył pracy, a nie praca kapitałowi (...)”.

Przywołuję ten fragment papieskiej encykliki, by raz jeszcze podkreślić: człowiek jest podmiotem, nie przedmiotem. Niestety niektórzy emigranci godząc się takie, a nie inne traktowanie zdają się o tym zapominać.

„Migranci ekonomiczni z Polski i innych krajów A8 pracujący w państwach członkowskich Unii Europejskiej mają zapewnione pewne prawa. Są one takie same, jak prawa pracowników miejscowych” – pisze na wstępie swojego raportu prof. Joseph Carby-Hall. Nieznajomość języka angielskiego nie jest tu żadną wymówką, tym bardziej, że w wielu przypadkach brytyjskie urzędy oferują bezpłatną pomoc tłumacza (np. polskojęzyczny informator o krajowej płacy minimalnej w Wielkiej Brytanii wyraźnie mówi co należy zrobić, kiedy pracodawca nie płaci nam ustalonej przez prawo stawki minimalnej).

Niestety w każdym kraju znajdziemy ludzi, którzy wykorzystują i poniżają innych. Ich siła i bezkarność bierze się wyłącznie z naszego przyzwolenia. Nie zapominajmy więc o własnej godności. Bez niej możemy być co najwyżej bohaterami kolejnych raportów o wyzyskiwanych pracownikach.

***
Na obrazku: Raport w całej swej okazałości. Wydrukowany i sklejony w introligatorni kolegi Wacka. Zuch chłopak!

2 komentarze:

Princzipessa pisze...

Drogi Tato Oliwki!
"Człowiek jest jak szklanka - nie nalejesz więcej, niż się zmieści". Niektórzy jednak, z sobie tylko znanych przyczyn, pozwalają się przelewać innym. A może są większymi szklankami...
Denerwuje mnie jednak czasem, że ilekroć jest coś pisane o emigrantach - zwłaszcza tych w Albionie, prawie nigdy nie wspomina się o ludziach, którzy nie pozwalają się wykorzystywać. O tych, którzy wykorzystują to, co im obcy kraj ma do zaoferowania (nie w negatywnym znaczeniu) i pracują ciężko na to, żeby im lepiej było. Ale pracują też głowami. Znają język miejscowy, zdobywają nowe kwalifikacje i - jak to się mówi - wspinają się po drabince. Ci, którzy nie chcą spędzić całego życia na "zmywaku", chowając funty w skarpety czy kupując tony złotych łańcuchów (na każde odwiedziny w Polsce - nowy), lecz zamiast narzekać na wszystko wokoło, po prostu robią swoje. Jest ich sporo przecież...
Może nie potrzebują dobrej prasy. Może faktycznie powinno się piętnować przypadki tych, którzy pozwalają się wtrącać do kołchozów. Ku przestrodze.
Tak czy siak zgadzam się: to kwestia godności i szacunku do samego siebie.

Pozdrawiam (wybacz przydługawy wywód)

TataOliwki pisze...

Wybaczam ;)
Zgadzam się w całej tak zwanej rozciągłości...

Serdeczności