Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 29 października 2008

Chłopaki



Jest ich czterech. Są dzielni, przystojni i w ogóle są naj. Pan Misio, Pan Szczurek, Pan Świnia i oczywiście Pan Oczko. Panowie zasadniczo mają jedno zadanie – pilnować panny Matysi.

Czterej dziarscy bodygardzi spisują się przednio. Odganiają na ten przykład natrętne ciocie i wścibskich wujów. No i jeszcze pilnują co by sny zasadniczo były przyjemne.

Lat temu ho ho albo i jeszcze dalej, TatęOliwki ochraniał Pan Miś w Niebieskich Majtkach. A czy Szanowne Państwo pamięta swoich pierwszych pluszowych druhów?

5 komentarzy:

Kasia pisze...

Ha ha! Tak, mialam najprawdziwszego Misia Uszatka. Mial jedna wade - byl zrobiony z jakiegos wrednego plastiku i o niebo za twardy jak na przyjaciela malej dziewczynki. Dlatego w laskach znacznie czesciej byl piesek Kefik. Kiedy go dostalam moja siostra powiedziala mi, ze na metce jest napisane jego imie: Kefi. K na koncu dolaczylam niepostrzezenie i tak zostalo. Pozdrawiam.

akustyk pisze...

oczywscie, ze pamieta. szajsowaty, peerelowski, brazowy misio wypchany w srodku wiorami, prawdopodobnie pochodzacymi z najlepszego na swiecie, niedoscignionego, polskiego przemyslu meblowego. raczej twardy byl (niestety nie w sensie, ze nie "mietki") a z czasem, wskutek wspolnych ze mna zabaw oczko mu odpadlo, temu misiu!

Bulka mojam osobista dzis 2,5-letnia dostala w wieku 4 miesiecy przywiezionego z Niemiec fioletowego misia z poduszka, ktory byl de best do czasu wycieczki do oceanarium w Barcelonie. zakupiony droga kupna hiszpanski (w sumie to made in vietnam ale zalozmy a contra, ze hiszpanski!) pingwinek okazal sie calkowicie "rulez" totez wspomniany wyzej mis popadl niestety w nielaske ;)

duża broda pisze...

mała poprawka. ten z jednym okiem to Mikuś, postać z filmu"Potwory i spółka". To tak jakby nazwać Kubusia Puchatka zwykłym misiem.

TataOliwki pisze...

Ten z jednym okiem to Pan Oczko, oczywiście :)

Ukłony dla Pana Pingwina i Pana Kefika też :)

Serdeczności

snufkin pisze...

oj panietam - kupiony w kiosku peerelowski pajac z okragla glowa w czepku i dlugimi konczynami, taki troche jack the pumpkin king:)

dzunglan mu na imie dalam;)