Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Człowiek musi sobie od czasu do czasu pochodzić



W wybornych „Wniebowziętych” było nieco inaczej; na plaży w Sopocie Maklakiewicz mówił do Himilsbacha: „Człowiek musi sobie od czasu do czasu polatać”. Skoro latać chwilowo nie mogę, no to chodzę. Bo kiedy człowiek nie śpi, to chodzi.

W ostatnim czasie trochę mnie poniosło. Późną nocą poszedłem trochę tu, trochę tam. Czasami gdzieś się zapodziałem, czasami okazywało się, że poniosło mnie 5 kilometrów od miejsca, w którym teraz jestem (telefon prawdę Ci powie!). Choć miasto wielkie, ludzi wieczorową porą jakby niewielu. Przynajmniej na moich szlakach.

W rodzinnym Grudziądzu było zupełnie inaczej. Wieczorową porą zawsze kogoś się spotykało. Im wieczorowa pora była bardziej wieczorowa, tym większe było prawdopodobieństwo napotkania dżentelmenów w szeleszczących dresach. Jak na dżentelmenów przystało pili oni wyborną herbatę, wymieniali spostrzeżenia o współczesnym kinie europejskim, gorąco dyskutowali o książkach Stasiuka. Piękne to były czasy.

W Londynie nuda i posucha. Przynajmniej w mojej okolicy. Człowiek spaceruje, słucha muzyki, wymienia się uśmiechami z mijanymi tu i ówdzie obywatelami. Na zegarze druga, potem trzecia. Człowiek się w końcu nudzi i wraca do wynajmowanego pokoju w wielkim domu, z wielkim ogrodem. Golę się. Jem śniadanie i idę spać…

A ostatnio najlepiej spaceruje mi się z panią PJ Harvey, która to w tym roku wydała swoją ósmą już płytę. „Let England Shake” uwiodła mnie zupełnie. Nic tylko chodzić i słuchać!

2 komentarze:

two steps... pisze...

Tak sobie myślę, ze w czasie Takiego słuchania, chodzenia i słuchania, nocną porą, slyszy się inaczej; może więcej, może wyraźniej. Ja jak słuchałam w nocy A.Brahema to słyszałam tyle, że już na drugi dzień np. w południe nie udało się tego powtórzyć, odtworzyć. Może zmysły się wtedy bardziej wyostrzają?

TataOliwki pisze...

Może się i wyostrzają, bo jak człowiek skupia się wyłącznie na dźwiękach, to słyszy jakby więcej, wyraźniej, lepiej...
Serdeczności!