Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 5 maja 2009

Dźwięki na dobrą noc



Małżonka osobista za filmami pana reżysera zbytnio nie przepada. TataOliwki wprost przeciwnie. Tym jednak razem pan Woody Allen zadowolił nas oboje. „Vicky Cristina Barcelona” to mądre i jakże zabawne kino. Polecamy gorąco. No i jeszcze ten utwór, co to krąży po głowie i krąży. Zespół Giulia y Los Tellarini w pieśni „Barcelona”. Smacznego!

2 komentarze:

Simon pisze...

Czy mógłbyś sprecyzować co w tym filmie jest według Ciebie mądrego i zabawnego? Pytam, bo ja niestety odniosłem dokładnie odwrotne wrażenie. Natomiast co do muzyki zgadzam się w 100%.

Pozdrawiam

TataOliwki pisze...

Zabawne jest chociażby zderzenie amerykańskiej i europejskiej kultury. Zabawna jest podróż samolotem. Zabawna jest niespełniona artystka Cristina. Zabawna jest histeryczna Maria Elena. Zabawny jest też i urodziwy Juan Antonio. No i jeszcze te zabawne dialogi...

Serdeczności!