Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 1 maja 2009

Kasia, wino i truskawki














No i znowu zapraszam do ogrodu. Może już nie tak bardzo rajskiego, ale ciągle bardzo przyjemnego.

W przydomowym ogrodzie spotykaliśmy się na popołudniowe pożegnanie pani Kasi. Pani Kasia, co to sporo radości w nasze progi wniosła, wraca właśnie do kraju przodków.

Poznaliśmy się w szkole. Potem Kasia zamieszkała na czas jakiś z nami, potem zaś z małżonką osobistą w jednym kramie pracować zaczęła. Było miło, było zabawnie, było win butelek sporo.

Zanim pani Kasia wyląduje w swym wielkim domu z wielkim ogrodem, wybiera się jeszcze na leniuchowanie do słonecznej Italii. Szczęściara.

W przydomowym ogrodzie żegnaliśmy się piknikowo, wino zacne popijając. Odwiedził nas również pan kot zza płotu, który pożegnalną łzę również uronił.

A w lipcu, jak do nadwiślańskiej krainy polecimy, to panią Kasię nawiedzimy. A co!

3 komentarze:

marek pietrasz pisze...

eh, te wspaniale ogrody przydomowe (nawet te male i te bardzo male) gdzie mozna zgrilowac kawalek miesa i posiedziec w cieniu z ksiazka. teskno za nimi. podziwiam i zazdroszcze.

Anonimowy pisze...

Szanowny Tato Oliwki

Z wielka przyjemniscia zawiadamniam ze zdjecia przez Pana umieszczane na blogu ciesza oko widza precyzja obiektu; dowcipem oraz talentem fotografa.
Chyle czola.

Uszanowanie
Malinowy Chrusniak

mama Kuby pisze...

ech, aż by się chciało koło Was mieszkać... tak być pożegnanym...
może kiedyś się w tym celu wprowadzimy nieopodal :-)