Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 2 czerwca 2009

Rocznice

Dokładnie 30 lat temu rozpoczęła się przełomowa pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Za chwilę zaś obchodzić będziemy 20. rocznicę pierwszych w powojennej historii Polski częściowo wolnych wyborów do Sejmu oraz całkowicie wolnych do przywróconego Senatu. Dwa wielkie wydarzenia, które całkowicie zmieniły bieg najnowszej historii Polski.

Niespełna rok po wyborze na tron Piotrowy, Jan Paweł II udał się w swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. Papieska wizyta, co zgodnie podkreślają historycy, miała ogromne znaczenie nie tylko dla wolności Kościoła w Polsce, ale również pośrednio przyczyniła się do odzyskania przez Polskę i jej obywateli pełnych swobód demokratycznych. Zdaniem wielu analityków, to, co papież mówił podczas tej pielgrzymki przyczyniło się do powstania w następnym roku „Solidarności”.

To właśnie podczas tej pielgrzymki, w homilii wygłoszonej w czasie mszy św. przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie, Jan Paweł II wzywał rodaków do szczególnej odpowiedzialności za losy kraju i ojczyzny. Wypowiedział wówczas znamienne słowa: „Zstąp Duchu Święty i odnów oblicze Ziemi”, dodając „tej ziemi”.

Nikt nie miał wątpliwości: to było wezwanie do przemian ustrojowych i wolnościowych w naszym kraju.

10 lat później Polacy tłumnie udali się do urn wyborczych (nigdy potem frekwencja wyborcza nie była tak wysoka, jak pamiętnego 4 czerwca 1989 roku). PZPR przegrała z kretesem. Czerwcowe wybory były gwoździem do trumny komunizmu w Polsce.

Dziś, w rocznicę tych wydarzeń, ogarnia mnie – niestety – nie tylko radość. Obserwując żenujący spektakl w wykonaniu polskich polityków czuję także smutek i zażenowanie. Okazuje się bowiem, że my, Polacy, bez kłótni i sporów nic zorganizować nie potrafimy.

20 lat po odzyskaniu wolności nad Wisłą trwa gorąca licytacja, kto zrobił więcej, kto ma większe zasługi, kto do zmian przyczynił się bardziej, a kto mniej. W teatrze ludzkiej małości główne role grają dziś animozje i bezinteresowna zawiść. Dawni bohaterowie rozmieniają się na drobne, głosy autorytetów zagłuszają zaś pieniactwa frustratów.

Miało być pięknie, hucznie i radośnie – póki co, nie wiadomo gdzie schować ze wstydu głowę. Nawet tu (a może właśnie zwłaszcza tu?), z dala od Polski, czuję wszechogarniające zażenowanie. Bo właśnie dzięki tym dwóm, niezaprzeczalnie doniosłym wydarzeniom mogę być dziś tu, gdzie jestem – w Wielkiej Brytanii. Mogę swobodnie podróżować i mogę swobodnie pisać. Mogę robić dziesiątki innych rzeczy, których moi rówieśnicy w tamtej Polsce robić nie mogli.

I choć ta Polska nie jest Polską moich marzeń, i choć tak wiele rzeczy dziejących się w mojej ojczyźnie (to, że piszę te słowa z Londynu nic w tej materii przecież nie zmienia) irytuje mnie i po ludzku wkurwia, jestem wdzięczny za to, co się wówczas wydarzyło. I za czerwiec roku 1979, i za czerwiec roku 1989 szczerze dziękuję.

Za ową radość, wzniosę także toast, do czego również Szanowne Państwo szczerze zachęcam. Spodobał mi się pomysł Piotra Pacewicza z „Gazety Wyborczej” i Piotra Najsztuba z „Przekroju”, by 4 czerwca wznieść toast za wolność. „Do zorganizowania toastu zapraszamy wszystkich, którzy wbrew politykom i ich sporom ‘na górze’ chcą uczcić 20-lecie wolności. 4 czerwca o 20.00 wyjdźcie na zewnątrz choćby z kubkami z sokiem i wznieście toast, zaśpiewajcie razem Sto lat” – zachęcają obaj publicyści (tu dodam, że z opiniami obu Panów nie zawsze się zgadzam; nie przeszkadza mi to jednak, by szczerze pogratulować pomysłu na „toast za wolność”).

Na zdrowie!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

"Żenujący spektakl" jest dowodem ma zwycięstwo "Solidarności" - wszak walczyli również o wolność wypowiedzi dla idiotów. Za każdym razem widząc w TV Kurskiego i Palikota, Kaczynskiego i Tuska, Senyszyn i Zawiszę etc powinniśmy wypijać 50 gramów za ruch "S", JP2 i Reagana.