Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Skoczek (odsłona pierwsza)


Panna Matysia została wczoraj umieszczona w urządzeniu wielce zabawnym. Zmyślne połączenie huśtawki z katapultą sprawiło było radości co niemiara. Oczywiście nie tylko Matysi.

Całość podskoków została skrzętnie udokumentowana, ale podczas tak zwanej obróbki materiału zdjęciowego, TataOliwki zachował się jak buc i materiał ów skasował. Ostał się jeden obrazek, który z radością zamieszczam.

Jednocześnie spieszę donieść, że bucem kompletnym nie jestem, bom utworzył uprzednio kopię wszystkich fotek. Jak tylko je ponownie obrobię (i nie skasuję) to wrzucę tu jeszcze skaczącą Matysię.

A oko, dziękuję, dużo lepiej. Znaczy się widzę i opisuję…

Brak komentarzy: