Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Polak, Gruzin dwa bratanki















Pod siedzibą tutejszego parlamentu, odbył się w sobotę wiec przeciw rosyjskiej agresji na Gruzję. Wśród kilkusetosobowej grupy demonstrantów nie zabrakło również nas, Polaków.

Organizatorem wiecu byli dziennikarze skupieni wokół wydawanego w Londynie gruzińskiego „Tanamemamule Magazine”. Redaktor naczelny gazety, pochodzący z Tbilisi Zaza Meskhi, podkreślał, że w tych dramatycznych dniach potrzeba przede wszystkim ludzkiej solidarności. „Historia rosyjskiej agresji uderza w serce wolnej Europy i w samostanowienie narodów w Azji Centralnej. Była już Polska, Finlandia, Węgry, Czechosłowacja, Afganistan i teraz – Gruzja. Kto będzie następny?” – pytał Meskhi w liście otwartym adresowanym do organizacji skupiających społeczności państw byłego Układu Warszawskiego.

Na apel o wsparcie gruzińskiej demonstracji w Londynie odpowiedziało wielu ludzi. Obok flag Gruzji w sobotnie popołudnie w centrum angielskiej stolicy powiewały także flagi Francji, Ukrainy, Litwy, Czeczenii, Albanii, Polski.

Tata Oliwki też tam był. Był i wujek Tygrys i Karaś, była i pani Agnieszka i nasz miły Marek. A na miejscu okazało się, że przyszło jeszcze sporo wspólnych znajomych. Znaczy się solidarnościowy duch w narodzie nie ginie.

„Wolność dla Gruzji!”, „Rosyjscy żołnierze do domu!” – rozbrzmiewało co chwilę z gardeł kilkuset demonstrantów, a z przejeżdżających samochodów co rusz dobiegał dźwięk klaksonów na znak poparcia dla demonstrujących ludzi.

Po ponad godzinnym wiecu, na którym nie zabrakło również przedstawicieli mediów (nie tylko zresztą brytyjskich; obecna była m.in. TVP) organizatorzy gorąco podziękowali wszystkim za wsparcie i zaangażowanie. Serdeczne słowa Gruzini skierowali pod adresem przedstawicieli innych narodowości, także nas, Polaków.

Jako ciekawostkę dodam, że całą tę demonstrację zabezpieczało 2 policjantów (słownie: dwóch). Kilkakrotnie pogrozili mi paluszkiem co bym więcej (w poszukiwaniu tak zwanych dobrych fotek) nie właził na ulicę. W kraju nad Wisłą dosłałbym pewnie mandacik, tudzież klapsa w tyłek. Ot, subtelna demonstracyjna różnica.

Wolny Tybet! Wolna Gruzja!

3 komentarze:

Czajnik pisze...

Trochę przydługi komentarz, albo może raczej spisanie oczywistości zamieściłem na blogu: Wojna nie tylko o Gruzję.

Roza pisze...

Rodzina mojej przyjaciolki jest juz razem.Siostra zginela.Mama mojej przyjaciolki,starsza juz kobieta,pieszo przez lasy dotarla do Tibilisi.Powiedziala,ze przez cale swoje zycie nie widziala tyle martwych ludzi.Stracili wlasciwie wszystko.Na szczescie majä nadzieje.Jak to mozliwe...nie wiem?To bardzo dzielni ludzie.Mam nadzieje,ze rodzina mojej przyjaciolki znajdzie wreszcie swoje miejsce,gdzie bedä mogli spokojnie zyc,tak zwyczajnie.Slawku,dzieki za te zdjecia.One mi tez daly nadzieje,ze swiat nie zwariowal juz do konca.Pozdrawiam bardzo serdecznie i zycze wszystkiego dobrego.

TataOliwki pisze...

Tak, mimo tego całego szaleństwa, nienawiści i podłości chcę wierzyć, że świat nie zwariował do końca...
Pozdrawiam Różo.