Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 20 sierpnia 2008

Polskie piekiełko




Każdy, nawet najmniejszy, sukces Polaka prędzej czy później (ze wskazaniem na prędzej) musi zmierzyć się z niczym nieuzasadnioną falą krytyki. Wielu naszych rodaków nie może się pogodzić z faktem, że komuś coś się udaje. Zwłaszcza jeśli udaje się innemu Polakowi.

W jednej ze scen filmu „Dzień Świra” (skądinąd znakomitego!) Marka Koterskiego rozbrzmiewa „Modlitwa polskich sąsiadów”. Mocna, bezkompromisowa, ale jednocześnie bardzo smutna, bo, jak życie pokazuje – zbyt często prawdziwa. „(…)Dla siebie o nic nie proszę/ tylko mu dosrajcie, proszę!/ Kto ja jestem?/ Polak mały! /Mały, zawistny i podły!/ Jaki znak mój? Krwawe gały! (…)” – płyną z ekranu tragikomiczne słowa bliskie – niestety! – sercom wielu Polaków. Także tym na emigracji.

Nie tak dawno na Wyspach głośno było o 47-letnim Zbyszku Colbeckim. A wszystko za sprawą nagrania umieszczonego na portalu YouTube. Kilkudziesięciosekundowy film przedstawia Polaka, który tanecznym krokiem zbiera śmieci z ulicy. Do swojej codziennej pracy dodał to, co lubi najbardziej – muzykę i taniec. Połączenie na tyle oryginale, że ktoś to nagrał i umieścił w Internecie. To wystarczyło, żeby w krótkim czasie ekscentrycznym sprzątaczem zainteresowali się nie tylko internauci, ale także angielskie media. Informacje pojawiły się zarówno w prasie („Daily Telegraph”, „Metro”), jak i w telewizji. Rozmowę z Zbyszkiem Colbeckim, przeplatane jego energicznym tańcem zmieściły m.in. BBC, CNN i ITV

Oczywiście to nic wielkiego – ot, facet tańczy z miotłami. Jednak w natłoku tendencyjnych i krzywdzących Polaków artykułów w angielskiej prasie brukowej, cieszy, że można jednego z nas pokazać w zupełnie innym świetle.

Na łamach brytyjskiej prasy podkreślano nie tylko ekscentryczność, ale również pogodę ducha polskiego emigranta. Dziennikarze pisali, że to miło spotkać faceta, który nawet z tak, jak się zdaje, mało wdzięcznego zajęcia potrafi czerpać radość. Innego zdania jest jednak część polskich internautów. „Na ulicach dość jest kretynów, nie potrzeba jednego więcej. Niech się lepiej weźmie za robotę błazen jeden”, „Zachowuje się jak pajac”, „Nieudacznik i oferma” – to tylko niektóre z łagodniejszych wpisów zamieszczonych przez naszych rodaków. Zastanawiające, że podobnych złośliwości nie znajdziemy wśród anglojęzycznych internautów komentujących poczynania polskiego sprzątacza…

***
Jeden z polskich przedsiębiorców, który od wielu już lat prowadzi własny interes w Londynie, powiedział mi niedawno, że z jego usług, mimo konkurencyjnych cen, nie chce korzystać wielu Polaków. Po co dawać zarabiać rodakowi? Lepiej zapłacić więcej, byle nie u Polaka – podsumował z sarkazmem zachowanie części naszych rodaków. Według niego, to przejaw tak zwanej bezinteresownej zawiści.

Dlaczego zamiast cieszyć się sukcesami (nawet tymi najmniejszymi) Polaków zgrzytamy ze złości zębami, krytykujemy, obrzucamy błotem? Być może pomniejszając dokonania innych, tak naprawdę maskujemy tylko własną nieudolność i niezaradność…

***
Mylą się Ci, którzy nie szczędzą Colbeckiemu złośliwości na polskich forach internetowych. Określanie tego człowieka mianem „pozera” nijak ma się bowiem do jego barwnej przeszłości. Colbecki pochodzi z Torunia, miasta, które na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku uchodziło za jedno z najważniejszych miejsc na muzycznej mapie Polski. Nowofalowo-punkowi muzycy związani byli z legendarnym klubem „Od Nowa”. To tam zaczynały Republika, Kobranocka, Nocna Zmiana Bluesa. Tam także zaczynał swoją muzyczną przygodę Zbyszek Colbecki. Z popularną w tamtym czasie grupą Bikini (gitara i śpiew) występował m.in. w Jarocinie.

Wszystko, co powyżej, wiem od niego samego, bo okazało się, że Zbyszek sprząta i tańcuje kilkanaście minut od mojej pracy. Na koniec dodam, że po tym, jak jego tańcem zainteresowały się media, Colbecki dostał już propozycję współpracy z pewnym muzycznym kolektywem...

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

A może to unikanie firm prowadzonych przez Polaków to nie tylko bezinteresowna zawiść? Żona trafiła na przykład na polskiego ginekologa - mizogina, polską okulistkę która dbała głównie o swoją kasę, a nie o pacjentów (ordynowała drogie, niepotrzebne badania płatne prywatnie a nie robiła tego co powinna płatnego z kasy chorych) itp. itd. Natomiast niemieccy lekarze są zazwyczaj uprzejmiejsi i solidniejsi. Czy to dziwne, że żona woli jednak chodzić do niemieckich? Jak w taksówce spotykam polskiego taksówkarza to on przez całą drogę narzeka tak, że się żyć odechciewa - naprawdę nie mam ochoty jechać z nim spowrotem na dworzec. Ktoś zdziwiony? Mógłbym takich przykładów z dziesięciu lat w Niemczech podać więcej. I to przez takich ludzi, a nie przez moją bezinteresowną zawiść, firmy prowadzone przez Polaków mają u mnie na wejściu minus. Co nie znaczy oczywiście, że skreślam wszystkich bez wyjątku.

A pan Colbecki fajny.

Pozdrowienia z Frankfurtu

Anonimowy pisze...

Bardzo przyjemne miejsce ten blog. Bardzo sie dobrze Ciebie czyta. Pozdrawiam. polimeryki.blogspot.com

TataOliwki pisze...

Najważniejsze to nie "skreślać wszystkich bez wyjątku" :)

To prawda, wśród nas, Polaków nie brakuje malkontentów i cwaniaczków. Na szczęście jest i cała masa ludzi zasadniczo iaczej patrzących na świat...

Serdeczności

***
Dziękuję za miłe słowo. Na Twój blog już zajrzałem :) No dla mnie bomba! Czym prędzej dorzucam do swojej listy!

Ukłony

akustyk pisze...

prawde mowiac, to chyba dopiero czlowiek, ktory wyrwie sie z polskiego otoczenia i zetknie z optymizmem i pozytywnym nastawieniem innego narodu, zauwazy jak przerazliwie ziejacy jadem, bezinteresownie zlosliwi i zakompleksieni bywaja nasi rodacy. wystarczy raz na dwa tygodnie przeczytac w, rzekomo adresowanej do inteligentnej czesci spoleczenstwa, Wyborczej, paszkwil na emigrantow na Wyspach czy innych krajach zachodu... ale to nie kompletny nonsens, jednostronnosc i zlosliwosc artykulu porazaja najbardziej - to komentarze czytelnikow, ktorzy za pomoca tego malego formularza na WWW daja upust swoim frustracjom. widok jest autentycznie przerazajacy...

czytuje regularnie portale informacyjne w innych jezykach i nigdzie takiego czegos nie ma... co najwyzej na forach onanistow sprzetowych, ktorzy potrafia bronic marki X do ostatniej kropli krwi. ale to jest ekstremalny przypadek...


pozdrowienia z Holandii,
rowniez dla pana Zbyszka.

zoska na wygnaniu pisze...

Dwoma rączkami podpisuję się pod wypowiedzią przedmówcy. Dopiero zetknięcie z innymi nacjami pokazuje nam jakim dziwnym, ponurym, zawistnym narodem jesteśmy. I co gorsza nie chcemy krowy od Pana Boga ale jedynie, żeby krowa Antkowa zdechła.