Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 2 lutego 2010

Panowie Samochodzikowie










Otoczony aurą tajemniczości zakon Templariuszy co rusz jest wdzięcznym tematem kolejnych książek i filmów. Czterdzieści lat temu skarbu Zakonu poszukiwał nasz rodzimy Pan Samochodzik. Trzy lata temu na ekranach kin gościła zaś wielka europejska koprodukcja (film wyprodukowali Duńczycy, Finowie, Norwedzy, Szwedzi i Niemcy) zatytułowana „Templariusze. Miłość i krew”. Nie sposób również nie wspomnieć o „Kodzie Leonarda da Vinci”, w którym Templariuszy ukazano jako strażników tajemnej wiedzy. Niezwykle ważnym elementem tego ostatniego filmu (a wcześniej książki Dana Browna na podstawie której powstał) jest kościół Templariuszy w Londynie.

Historia Templariuszy fascynuje nie tylko historyków. Mimo upływu lat w opowieściach o Zakonie Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona fikcja nadal miesza się z prawdą. Dzięki licznym książkom i filmom opowiadającym o legendarnych skarbach czy tajemnej wiedzy, Templariusze pobudzają wyobraźnię kolejnych pokoleń. Pobudziły także i nas, Sachochodzików dwóch.

Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona powstał około 1118 roku. Znakiem Templariuszy był czerwony krzyż na białym tle, symbolem zaś dwóch rycerzy dosiadających jednego konia (oznaczało to pokorę i ubóstwo). Zakon został założony przez dziewięciu szlachciców z Szampanii we Francji. Przybyli oni do zdobytej przez krzyżowców Jerozolimy pod wodzą swego pierwszego Wielkiego Mistrza, Hugo de Payens.

Templariusze za główny cel postawili sobie obronę Ziemi Świętej, a konkretniej Świątyni Salomona w Jerozolimie (Templum Salomonis – stąd ich nazwa „Templariusze”) oraz ochronę pielgrzymów w podróży z Europy. W krótkim czasie Zakon stworzył wyjątkowo wydajną, zdyscyplinowaną i doskonale wyposażoną armię. Liczne zwycięstwa nad muzułmańskimi wojskami sprawiły, że Templariusze cieszyli się nie tylko powszechnym szacunkiem, ale przez długi czas zyskali także miano niezwyciężonych.

Po upadku Królestwa Jerozolimskiego (1291r.) Templariusze wrócili do Francji. Z Ziemi Świętej przywieźli kosztowności, o których legendy krążą do dziś. Skarby Zakonu stały się nie tylko obiektem pożądania, ale także przyczyniły się do ich zguby i upadku. Król Francji, Filip Piękny, postanowił uwolnić się od wielkich długów jakie zaciągnął u Templariuszy. 13 października 1307 roku (był to piątek; właśnie od tamtych wydarzeń piątek 13 uważany jest za wyjątkowo pechowy dzień) uwięził członków Zakonu we Francji, zarzucając im herezje, świętokradztwo, czary, konszachty z diabłem, a nawet akty homoseksualne. Lista zarzutów była tak długa, że król Francji z łatwością przekonał ówczesnego papieża Klemensa V do rozwiązania Zakonu. Zamki Zakonu zostały skonfiskowane (przejęte głównie przez zakon joannitów), wielu Templariuszy poniosło śmierć na stosie, w tym Wielki Mistrz Jakub de Molay oraz 54 innych dostojników zakonnych. Po blisko dwóch wiekach świetności, potężny, wpływowy i bardzo bogaty zakon zniknął z mapy ówczesnej Europy.

Początki angielskiej prowincji Zakonu Templariuszy związane są z pobytem pierwszego mistrza Zakonu Hugo de Payns na dworze króla Henryka I. Ośrodkiem nowo założonej prowincji stało się Holborn Bars, gdzie Templariusze założyli dom macierzysty, określany mianem Starej Świątyni. Do rozwoju potęgi angielskich Templariuszy przyczynił się w sposób szczególny trzeci mistrz prowincjonalny Ryszard Hastings, który doprowadził do zakupu rozległych terenów pomiędzy Tamizą, a dzisiejszą Fleet Street, gdzie założył kolejny dom macierzysty – tzw. Nową Świątynię..

W obrębie nowego domu macierzystego Templariusze wznieśli zachowany do dnia dzisiejszego kościół pod wezwaniem Mariackim, konsekrowany w 1185 roku przez patriarchę jerozolimskiego Herakliusza, w obecności króla Henryka II. Kościół podzielony jest na dwie części, z których kolista była zaprojektowana na podobieństwo rotundy Grobu Pańskiego w Jerozolimie

Kościół, który przez wiele wieków opierał się historycznym zawirowaniom szczęśliwie przetrwał do naszych czasów. Dziewiętnastowieczne modyfikacje nie zatraciły jego pierwotnego charakteru. Dopiero bombardowania w maju 1941 roku spowodowały poważne zniszczenia, co wymusiło wprowadzenie betonowych stropów i usunięcie charakterystycznego, stożkowatego dachu rotundy. Po wojnie kościół został pieczołowicie odbudowany, zachowując swój pierwotny kształt i charakter.

PS. Skarbów żadnych nie znaleźliśmy. Może następnym razem?

6 komentarzy:

Szymon Gurbin pisze...

Halo halo, Tu mówi Wuj Tygrys z Grudziądza! Chyba zacznę pisać kronikę mojego powrotu na tzw. ojczyzny łono :) Bo wrażeń duuużo!Dzisiaj byłem u pana lekarza, który to pan lekarz miał orzec moją zdolność do podjęcia pracy. Kiedy jednak ów cyrulik zobaczył, że po ponad pięciu latach wróciłem z Londynu do Grudziądza, zapytał:
- Po coś Pan tu przyjechał? Tu sami skurwiele i biedaki... A w Anglii pięknie.
Odpowiedziałem, że świata nie zbawię ale sam skurwysynem staram się usilnie nie być, no może z tą resztą trochę gorzej, ale na flaszkę zarobię. A Anglia rzeczywiście piękna.
Potem Pan lekarz zapytał, czy kiedyś mnie operowano, więc pokazałem mu swój połamany, a w zasadzie zdruzgotany rok temu, po rowerowej ekwilibrystyce, mały palec lewej ręki.
Pan lekarz popatrzył z zadziwieniem na to, że z kawałka kości wyciętego z ręki odbudowano mi to, co połamałem i zapytał:
- A Pan gra na jakimś instrumencie?
Odpowiedziałem, że nie gram, a doktor mówi jeszcze bardziej zadziwiony:
- To po co oni Panu ten palec operowali?
- No chyba po to, żeby ten palec się ruszał - odrzekłem do pana lekarza, który przed chwilą zniechęcał mnie do powrotu do Polski.
- Że też im się chciało - jeszcze raz zadziwił się cyrulik...
O kolejnych przygodach będę raportował, ale jedno czytelnikom bloga Taty Oliwki powiem - nie łamcie sobie palców w Grudziądzu!
Ściski dla Rodziny z Brockley! :)

zuzamoll pisze...

...hahah :)
...ja chce czytac bloga wuja Tygrysa !
...mnie tez odbudowuja pewna (zasadniczo nieruchoma:)) czesc ciala na Wyspach...a tez nie jestem muzykiem :)...dziwny kraj!
...czy cyrulik wystawil skierowanie do psychiatry?? ...tak na wszelki wypadek, bo kto wraca dobrowolnie do Grudziadza??
------------
Pytanie do Taty Oliwki...czy Ty te wszystkie fakty i daty podajesz z glowy ??:)
...bron Boze??? :)))

TataOliwki pisze...

No to widzę Wuju, że i Ty trafiłeś w moje blogowe, jakże gościnne progi! Co tu dużo mówić: czuj się jak u siebie:) I pysznymi historiami z miasta Grudziądz racz nas do woli!

Taaa Zuzamoll, z pamięci, z pamięci, tyle, że nie mojej...

Serdeczności!

Anonimowy pisze...

Pozwolę sobie jeszcze na małe PS dotyczące Pana Samochodzika i Templariuszy. Zdjęcia do tego jakże pięknego filmu młodzieżowego kręcone były w znacznej mierze w Okoninie i Radzyniu Chełmińskim (miejscowości koło jakże bliskiego naszemu sercu Grudziądza). Tam to właśnie grający tytułową rolę (znaczy Samochodzika nie templariuszy) Stanisław Mikulski nadzorował czujnym okiem ormowca wesołą gromadkę urwipołciów szukających skarbu Zakonu. To w tym dziele moim skromnym zdaniem narodził się superbohater Wujek Dobra Rada.
To tak apropos a trochę od czapy.

Wujowi Tygrysowi życzenia zdrowia i opieki społecznej.
Co do konstatacji Doktora: biedaków rzeczywiście sporo. Skurwiele? Chyba Pan Doktor za dużo się obraca wśród swojej grupy zawodowej (że tak niesprawiedliwie ouogólnię, ale to Doktor zaczął).

zośka pisze...

A u nas odwrotnie. Złamany dwa lata temu łokieć, który ciągle był w fazie don't worry mimo zgłaszanych z nim problemów po tzw. leczeniu teraz jest worry i czeka go dosyć skomplikowana operacja ... w Polsce, bowiem tutaj ni jak już nie wierzymy w skuteczność, a żyć trzeba nawet jak się ma coś z łokciem.
Zakon Ubogich Rycerzy? Dobre.

zuzamoll pisze...

..pozwolilam sobie zacytowac wpis wuja Tygrysa u mnie :)...bo jest SWIETNY!!!