Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 7 grudnia 2010

Bonjour Monsieur Oskar!




No i jest! Kto? Ano kolejny członek naszej emigracyjnej kompanii.

Powiedzmy to wprost: Oskarowi zbytnio się nie spieszyło. Nie dość, że posiedział u mamy Asi nieco dłużej niż powinien, to jeszcze potem za żadną cholerę wygodnego lokum opuścić nie chciał. Oszczędzę Szanownemu Państwu szczegółów, ale lekko nie było. Oj nie było.

Najważniejsze, że Oskar jest już z nami. Matka Polka wniebowzięta, Tata Francuz oszołomiony. Oliwa stwierdziła, że jest słodki, a małżonka osobista uśmiechała się i piszczała z zachwytu. Czyżby w końcu się złamała, przełamała, zdecydowała? Czyżby pojawienie się Oskara było szansą dla dalekosiężnych i – jakby niebyło – obfitych planów TatyOliwki? Nie tracę nadziei i na posterunku wiernie czuwam…

PS. Prawda, że małżonka osobista z niemowlęciem na rękach wygląda więcej niż uroczo?

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

:) Pewnie, ze bosko wiec teraz nie zostaje nic innego jak tylko plan wprowadzic w zycie...:)
I jeszcze specjalne podziekowania ;)dla rodzicow. Jak znow blog bedzie tak karygodnie zaniedbywany to juz wiemy kogo powiadomic :)
aga

TataOliwki pisze...

Łatwo mówić: wprowadzić w życie... Póki co nadal napotykam na tak zwany opór materii. Niestety.
Serdeczności!