Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 15 grudnia 2010

Szumią jodły na gór szczycie…

… kocham disco ponad życie – śpiewali moi ulubieńcy w programie KOC. Dziś ową pieśń nuciłem i ja, bowiem tuż po lekcjach panna Oliwa ruszy w tany na szkolnej dyskotece.

Jak na troskliwego ojca przystało, pokazałem córce kilka podstawowych kroków, obrotów i podskoków. Oliwa nie podzielała jednak mojego tanecznego entuzjazmu; co więcej ośmieliła się nawet podważyć moje dyskotekowe umiejętności! Ach gdyby dziecko tylko wiedziało jak tymi gibkimi biodrami i kocimi ruchami czarowało się przed laty dziewczęta w rodzinnych stronach. Piękne to były czasy, oj piękne…

Co zaś się tyczy Komicznego Odcinka Cyklicznego to właśnie znalazłem w Internecie kilkanaście jego odcinków! Jakość dźwięku i obrazu może i nienajlepsza, ale za to jaka jakość humoru! No i kiedy człowiek porówna to sobie z tym, co obecnie serwuje TVP w dziecinie tzw. humoru no to, powiedzmy szczerze, skala porównawcza kończy się niebezpiecznie szybko.

Niedawno czytałem w „Zwierciadle” felieton Wojciecha Młynarskiego, który twierdzi, że telewizja publiczna zabiła kabaret. Te wszystkie masowe chałtury – kabaretony w Opolu, Kołobrzegu i dziesiątkach innych miast – serwują rozrywkową papkę trzeciej, a może i czwartej kategorii. Trudno z Młynarskim Wojciechem się nie zgodzić, zwłaszcza, gdy człowiek próbuje obejrzeć kabarety w TVP. Próbuje jest tu najwłaściwszym słowem, bo poza Andrzejem Poniedzielskim, Arturem Andrusem i Hrabi – których to artystów pokazuje się niewiele (zawyżają poziom, czy jak?) – nie ma na kogo patrzeć. O śmianiu się już nawet nie wspomnę.

No to może żarcik na koniec, co by nie było tak smutno:
Przychodzi baba z urwanym uchem do straganu, krew się leje, pryska naokoło:
- Pani mi da jeszcze jedną siatkę, bo mi się ucho urwało...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Hehe, kawał świetny. A KOC uwielbiałam. Co prawda w latach ich świetności byłam szczylem, ale dzięki temu mnie ukształtowali i uodpornili chyba, bo też mnie obecne kabarety nie śmieszą zupełnie.

No i miałam pogratulować. Reaktywacja bloga jak się patrzy! brawa dla Pani motywatorki;)

TataOliwki pisze...

No to witam po dłuższej przerwie:) Proszę czuć się jak u siebie...
Serdeczności!