Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 11 listopada 2008

Żabiowa





TataOliwki lubi gotować. Zresztą, gdyby TataOliwki zechciał zamieścić tu swoją fotografię, Szanowne Państwo widziałoby, jak bardzo TataOliwki gotować lubi. Facjaty jednak nie będzie, więc proszę wierzyć mi na słowo.

Gotowanie nie tylko daje mi sporo radości, ale także (przede wszystkim?) bardzo mnie uspokaja. Znaczy się, kiedy krew mnie zalewa (a zalewa zasadniczo co czas jakiś) idę do garów. Gotuję i coś niecoś popijam. Dla smaku, rzecz jasna popijam.

Od całkiem niedawna gotuję również zupy. Bo drzewiej bywało tak, że małżonka osobista zupy, ja zaś tak zwane dania drugie (znaczy, że gorsze?). Ostatnimi czasy zabrałem się jednak i za zupy właśnie. Wczoraj na ten przykład upichciłem zupę żabiową.

Rzecz absolutnie nieplanowana, spontaniczna, bez przepisu żadnego, pierwszy raz wykonana. Zupę żabiową sporządziłem z pora, czosnku, brokuł i zielonego groszku. A gdzie żaby? – zapyta dociekliwe Państwo. A, o to już trzeba zapytać pannę Oliwę, która na widok ugotowanej, a następnie zmiksowanej zupy, raczyła oznajmić, że to coś w misce jest zielonawe jak żaba. Rere-kum-kum, rade-rade-rade…

Do żabiowej dodałem jeszcze pieprzu czarnego, bazylię i oregano. Na sam koniec kleks z gęstej śmietany i garść podpieczonych na patelni kawałków chleba. Powiem nieskromnie, acz szczerze – pychota!

Jakby co, mogę poczęstować.

3 komentarze:

zoska na wygnaniu pisze...

Pan da dokładny przepis!I nie nerwujsja, nie nerwujsja. Wersja niezmiksowana pozwolę sobie powiedzieć ładniejsza. Jeno nazwa mię nie pasuje, bo to zwierzę to chyba jedyna rzecz jakiej się w życiu boję.

Co do koperka we pęczkach to po pierwsze primo polecam mój ukochany kabaret Łowcy.B
http://pl.youtube.com/watch?v=wAMft46yRhY
A po drugie primo żądam corpus delicti , bo welazłam w inerneta, zezdjęcia różnakiego zielska na tym cudaku w Londku są ,a koperka BRAK!

AnetaCuse pisze...

Pozwole sobie zauwazyc, ze jezeli niedoszla fotografia Taty Oliwki mialaby wskazywac, jak bardzo lubi gotowac, to fotografie jego Szanownej Malzonki chyba wskazuja, ze nie przepada Ona za gotowaniem Malzona i Taty Oliwki. :)

TataOliwki pisze...

Zosiu, kochana ma!
Do garnka olej, na to biała część pora i kilka ząbków czosnku. Po chwili wrzuciłem brokuły i zielony groszek. Dolałem wody, kilka kostek warzywnych i gotowałem minut około 24. Potem dorzuciłem resztę pora (części zielone), garść bazylii i oregno. Czarny pieprz i kilka kropel cytryny. Pogotowałem jeszcze chwilkę. Potem całość zmiksowałem. Na talerzu dodałem jeszcze tylko pieczonego chleba i gęstej śmietany. Włala!

Łowcy, ach Łowcy! Uwielbiam!

Przy okazji najbliższej koperkowy dowód zamieszczę jakiem TataOliwki!

***
Anetacuse: Tak, zgadłaś Pani. Małżonka osobista za garami nie przepada. Niestety...