Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 20 listopada 2008

Niezwykły sklep pana Marka












Pan Marek wynajmuje dom. Niby zwykły dom, ale to tylko pozory. W jednym pokoju mieszka pan Marek, w drugim pan Mateusz, a w trzecim zaś wuj Tygrys. No i jak z takim towarzystwem dom może być zwykły? No nie może być.

Część tego – jak już zostało tu powiedziane – niezwykłego domu stanowi jeszcze niezwykły sklep. Niezwykły, bo: a/ od dawna nic się już tu nie sprzedaje, b/ stanowi idealne miejsce na zabawy zasadniczo więcej niż przyjemne, c/ od całkiem niedawna znajduje się w nim także studio fotograficzne.

Otóż pan Marek wraz z kolegą Tomkiem sklep ów uprzątnęli starannie, kurze pościerali (a raczej powynosili w wiadrach), pozmywali, błysku wszelakiego nadali. Potem tylko wstawili lampy, zamocowali tła i studio jak malowane.

W niedzielę wybraliśmy się na proszony obiad do wuja Tygrysa. Jak zwykle – niebo w gębie. Przy tak zwanej okazji nie omieszkaliśmy zajrzeć także i do rzeczonego studia. A tam dziewuchy się jakieś prężyły, kostiumy zmieniały, wdzięki swe w obiektywach prezentowały.

A kiedy nastała krótka przerwa w owych wdziękach prezentowaniu, wpadliśmy my – znaczy kompanija zasadniczo wesoła. Pierwszy raz TataOliwki w takim miejscu aparatu swojego użył. Radości modeli nie było końca.

A oto i garść zdjęć wykonanych w niezwykłym sklepie pana Marka.

5 komentarzy:

zoska na wygnaniu pisze...

Z Matyldą wszystkim do twarzy :)

mariah21 pisze...

Ładne te zdjęcia, Sławku

Mama Bartka


Pozdrowienia z Grudziądza

TataOliwki pisze...

No pewnie Zosiu, wszystkim do twarzy. Nawet i TacieOliwki :)

O, jak miło pani mamo Bartka :)
Pozdrawiam gorąco!

Joanna pisze...

ojejku a gdzie to studio jest???? hammersmith??? i czy mozna wynajac???

TataOliwki pisze...

Ano niezwykłe studio pana Marka znajduje się na Tooting :)

Co do wynajęcia, to trzeba by pana Marka pytać. Może jakiś mail do pani?

Serdeczności