Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 24 listopada 2008

Pan Kwinto (1928-2008)





To była sobota, 25 lutego 2006 roku. Jan Machulski przyjechał do Londynu ze swoją sztuką „Niebezpieczne zabawy”. Sam ją napisał, wyreżyserował i zagrał jedną z ról. Spotkaliśmy się na próbie. Zrobiłem kilka zdjęć, a potem poszliśmy na herbatę do restauracji „Łowiczanka”.

Pamiętam, że zadawał dużo pytań. Interesowało go, jak nam, młodym Polakom, żyje się w Londynie. Dlaczego wyjechaliśmy, co robimy, kiedy wrócimy. Opowiadał o swojej ukochanej Łodzi, o filmach, o szkole, którą prowadził wraz z żoną. Do stolika co rusz pochodzili ludzie z prośbą o autograf, wspólne zdjęcie. Nikomu nie odmówił, z każdym zamienił kila słów.

Z tamtej próby i tamtego spotkania ostały się zdjęcia. I bardzo miłe wspomnienia.

1 komentarz:

max2 pisze...

Bardzo ładnie napisałaś o Juliszu Machulskim. Lubilam go, a Ty byleś tym szczęściarzem, który osobiście go poznał. Wielka strata!

Pozdrowienia z Grudziadza od mamy Bartka