Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 27 listopada 2008

Model



Ulica Poland Street znajduje się na Soho. Najstarsi górale powiadają, że ta jakże swojsko brzmiąca nazwa ulicy pojawiła się w zapisach londyńskich około roku 1680. Dlaczego akurat tak? Dokładnie nie wiadomo. Przypuszcza się jednak, że ulica zawdzięcza swą nazwę zwycięstwu króla Jana III Sobieskiego nad Turkami w roku 1673. Tyle historia. Powróćmy do współczesności. Przewodniki mówią, że Soho to dzielnica, która nigdy nie śpi. A wszystko za sprawą licznych pubów, barów, restauracji, dyskotek, klubów itd. No i oczywiście dziewcząt, co to się prężą i wyginają. A prężą się i wyginają co by panów turystów oczarować i zaprosić do środka lokalu przed którym właśnie się gimnastykują. Dlaczego panów turystów? Ano miejscowi wiedzą, że w takim lokalu za kieliszek podłego wina mogą zapłacić nawet i 10 razy więcej niż w przyzwoitej restauracji (przyznają Państwo chyba, że 60 funtów to dość wygórowana cena za kapkę wina; taki cennik pokazywała kiedyś BBC).

Panie gimnastyczki zazwyczaj noszą odzienie dość ubogie. Pogoda im nie straszna. Klienta oczarować trzeba, nawet i za cenę zgrzytających z zimna zębów tudzież sinych kończyn. Prężą się zatem panie, uśmiechają się zalotnie, rączkami machają, słówka piękne wypowiadają. No i panowie turyści w tak elegancko zaaranżowaną pułapkę wpadają ochoczo i radośnie. Miny im pewnie nieco rzędną, kiedy na stolikach lądują rachunki, ale to już przecież nie nasza, porządnych Polaków, sprawa. Nieprawdaż?

A do południa, gdy panie odsypiają wieczorno-nocną gimnastykę, Soho zmienia nieco swój klimat. W drzwiach z wszystko mówiącym neonem „Model” pojawiają się na ten przykład zgoła odmienne atrakcje...

Brak komentarzy: