Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 4 września 2008

Drzewo







Drzewo w wiosce Cockington. Nie mogłem oderwać od niego oczu. Chodziłem, wzdychałem, zdjęcia pstrykałem. A małżonka osobista powiedziała właśnie, że mam „zajawkę na to drzewo”. No mam.

2 komentarze:

zoska na wygnaniu pisze...

Najsampierw to myślałam ,że jaki dendrolog musiałby się wypowiedzieć ale im dalej oglądam i oglądam i oglądam te cudne zdjęcia i co raz to więcej dziwów w nim widzę to widzi mi się trza do wróżki z tym drzewem cudakiem albo nawet do baby-czarownicy jakiej.

snufkin pisze...

niesamowite.

naprawde, jesli miec zajawke to dokladnie na takie cos:)