Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 3 września 2008

Dziennikarskie hieny

Wydawane w Polsce gazety regularnie zamieszczają obszerne materiały opisujące nasze życie, znaczy życie młodych emigrantów. Niestety, wiele z tych tekstów powiela stereotypy oraz obfituje w przekłamania i zwykłe kłamstwa. W pogoni za tanią sensacją, niektórzy autorzy miast dziennikarzami stają się hienami.

„Wyjść po angielsku” to przejmujący reportaż opisujący falę samobójstw młodych Polaków w Wielkiej Brytanii. Napisany przez dwóch doświadczonych i wielokrotnie nagradzanych dziennikarzy, a opublikowany na łamach „Gazety Wyborczej” zawiera jednak tyle nieprawdziwych informacji, że nie sposób milczeć. Przyznam szczerze – dawno nie czytałem tak nieuczciwego reportażu.

Polacy na emigracji targają się na własne życie, bo… są na emigracji – oto teza przyjęta przez autorów. Nic to, że śmierć – każda! – jest dramatem; osobną historią, której nie godzi się traktować w tak instrumentalny sposób, jak w przywołanym artykule. Najważniejsze to pokazać polskiemu czytelnikowi (kolejny raz!), że życie na emigracji to prawdziwe piekło.

Anglicy, według standardów przyjętych przez dziennikarzy „GW”, to zimni i nieczuli egoiści („Można usiąść na chodniku pod latarnią i przesiedzieć choćby miesiąc – nikt nie podejdzie”). Jeśli do tego dodamy okropną, deszczową pogodę mamy odpowiedź na powszechną depresję Polaków. „Przyjezdni narzekają. Co trzecia rozmowa z Polakiem, Czechem albo pracującym tu Włochem prędzej czy później schodzi na chęć miejsca zamieszkania. Typowy tekst. – Albo wyjadę gdzieś, gdzie jest słońce, albo się powieszę”. Uczciwie przyznam, że choć mieszkam w Londynie ponad 3 lata – nie słyszałem i nie wypowiedziałem nigdy owego „typowego tekstu”.

Autorzy reportażu za wszelką cenę, nawet i cenę kłamstwa, próbują wmówić Polakom, że nie ma nic gorszego niż emigracja. „Brytyjski urząd statystyczny przyjmuje, że dochód poniżej 1200 funtów na głowę miesięcznie to już strefa ubóstwa. Polacy – poza nielicznymi wyjątkami – w całości znajdują się w tej strefie. To, co w Polsce już nikogo nie szokuje – własny dom i dwa samochody – w Anglii jest dla rodaków niewyobrażalnym luksusem”. Problem w tym, że według brytyjskiego rządu granica ubóstwa wynosi blisko trzykrotnie mniej. Do tej pory sądziłem, że 1200 funtów miesięcznie to wcale nie taki mały dochód. Widocznie się myliłem. W Warszawie wiedzą lepiej.

W Warszawie widzą ponadto, że „ryba z frytkami i colą kosztuje 10 funtów” (szkoda, że nie podano adresu tej luksusowej restauracji) a w Irlandii Polacy pracują „za najniższe stawki – 6 funtów od godziny” (o tamtejszej walucie, euro, widać nie słyszeli). Autorzy tekstu powołują się również na nieaktualizowany od ponad pół roku blog polskiego emigranta oraz przekonują, że niektórzy z naszych rodaków pracują za… 10 funtów dziennie (przy ośmiogodzinnym dniu pracy daje to £1.25 za godzinę; tak na marginesie – minimalna płaca w tym kraju wynosi £5.52/godz.).

Podobnych bzdur i nieścisłości można by jeszcze wymienić co najmniej kilka. Z owych kłamstw autorzy budują czarno-szary świat, w którym przyszło żyć młodym Polakom. Świat bez nadziei, perspektyw, godziwych zarobków. Świat, w którym jedynym rozwiązaniem jest samobójstwo.

Ludzkie nieszczęścia dobrze „sprzedają” gazetę. Dziennikarskie hieny wiedzą o tym najlepiej.

***
Komenda Główna Policji: „W roku 2007 w Polsce liczba zamachów samobójczych zakończonych zgonem wyniosła 3.530”.
Europejski Urząd Statystyczny podaje, że wskaźnik samobójstw w Polsce jest ponad dwukrotnie wyższy niż w Anglii.

Polacy targają się na własne życie również w ojczystym kraju, ale, jak widać, „ciekawszym” tematem są samobójcy na emigracji…

6 komentarzy:

yacoob pisze...

Cóż, "dziennikarska dokładność". Nic nowego.

Co do "zimnych i nieczułych egoistów" - nie wiem jak w .uk, ale w .ie jest zdecydowanie inaczej. A przynajmniej bazując na moich doświadczeniach. W analogicznych sytuacjach w .pl nikt palcem by nie ruszył, obawiam się :(

Co do pogody obrzydliwej - ha, ja ją lubię 8) Wolę temperaturę umiarkowaną - cieplejsza zima, chłodniejsze lato. Na urlop mogę pojechać w upały i mrozy. No i dzięki klimatowi praktycznie nie ma tu komarów, a i alergia na pyłki siedzi cicho.

Anonimowy pisze...

Musze przyznac, ze czytajac rozne artykuly w GW nie mam pojecia skad biora sie publikowane tam opinie. Poziom uogolniania i przedstawiania malych szczegolow jako powszechnego stanu rzeczy jest nie do przyjecia.

Mieszkam w Anglii od czternastu lat i czuje sie tu bardziej w domu niz w Polsce. Narzekania Polakow na jedzenie, atmosfere, ludzi itd. uwazam za niezrozumiale. Zycie gdziekolwiek bedzie tym, co sobie sami zbudujemy.

Dziekuje za wywazona opinie, prosze tak dalej. Nie chce, zeby spoleczenstwo w Polsce mialo wyrabiana opinie o Wielkiej Brytanii w Wyborzy sposob.

Pozdrowienia

akustyk pisze...

plucie na osoby, ktore wyjechaly z "nadwislanskiego raju", by przekonywac te co pozostaly do wyimaginowanego blyskawicznego i preznego rozwoju Polski to jakas nowa przypadlosc GW. z rzetelnoscia i wywazeniem nie ma to nic wspolnego, bo to jest pisane pod publiczke, a publiczka chce uslyszec, ze jest pieknie i cudownie.

a ze to ma bardzo niewiele wspolnego z prawda...


tak z innej beczki - albo macie naprawde na tych wyspach lepsza pogode niz ja w Holandii, albo sie juz tak przyzwyczailiscie. osobiscie zal mi tego slonca co mialem mieszkajac we Wroclawiu. i nie ma mowy, zebym jakiekolwiek urlopy spedzal w tym kraju, kiedy samoloty az sie prosza, zeby wsiasc i poleciec do Hiszpanii czy do Wloch :)

TataOliwki pisze...

@yacoob: No tak, "dziennikarska dokładność" - nic nowego. Ale nadal irytuje. Brak komarów to faktycznie miłe zjawisko :)

@anonimowy: Dziękuje za miłe słowo.

@akustyk: Sam nie wiem dlaczego akurat w GW tyle kłamstw odnośnie życia na emigracji. Przywołany reportaż jest przecież już kolejnym z serii "Emigracyjne piekło Polaków".
A słoneczko właśnie za oknem :)

Serdeczności

zoska na wygnaniu pisze...

To i ja dwa słowa.
Do artykułu się nie odnoszę, bo i nie ma do czego. Fantastyka to też w końcu literatura. Dorzucę tylko takie spostrzeżenie. Otóż mój blog pisany na onet.blog.pl doczekał się parokrotnie publikacji szerszej na pierwszej stronie ( onet.pl ) i zawsze dzieje się to wtedy kiedy z właściwym sobie przymrużeniem oka ale jednak, troszeczkę "dokładam" Wielkiej Brytanii. I zaczyna mnie to drażnić, bo czuję się tu bardzo szczęśliwa.
Po Zdrówka.

Aleksandra pisze...

ochh pamietam jak przeczytalam ten artykul, ojciec do mnie zadzwonil zdenerwowany czy napewno dobrze sie tu czuje!! myslalam ze padnie...no i zyje widac w biedzie...1200 na reke...tylko sie pociac idzie....nie wiedzialam tylko ze ludzi zyjacy w biedzie jezdza do cieplych krajow na wakacje hehe....pod wzgledem tematyki emigracyjnej wyborcza jest tragiczna....