Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 1 września 2008

Dźwięki na dobrą noc



To był jeden z tych koncertów, które chcę pamiętać jak najdłuższej (i póki co – pamiętam doskonale). Kilka dobrych lat temu, w poznańskim klubie Blue Note rozpływałem się z zachwytu słysząc na żywo grupę „Mum”. No to dzisiaj niech i Szanowne Państwo trochę się porozpływa. „Green Grass of Tunel” z płyty „Finally We Are No One”. Rok 2002. Smacznego!

3 komentarze:

snufkin pisze...

ojej

serio - uwielbiam ta plyte a juz te przydlugie tytuly po prostu rozwalaja:)

snufkin pisze...

ach i jeszcze
neverwhere gaimana pan czytales? :)

jesli nie - absolutna koniecznosc.

TataOliwki pisze...

Ach, nie czytałeś...
Jeszcze...
Serdeczności