Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 9 września 2008

Pielgrzym





W minioną niedzielę, już po raz 56. odbyła się Pielgrzymka Polaków do Sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Aylesford. Do „angielskiej Częstochowy” zjechało w tym roku ponad 1000 pielgrzymów z różnych zakątków Wysp. Uroczystej Mszy św. przewodniczył metropolita warszawski ks. abp. Kazimierz Nycz.

Duchowa kolebka Zakonu Karmelitów w Aylesford położona jest niespełna 40 mil od Londynu. W sanktuarium, które od czasów średniowiecza jest siedzibą wspólnoty karmelitańskiej, św. Szymon Stock miał w 1251 roku otrzymać słynny szkaplerz, będący dziś jednym z najbardziej popularnych sakramentaliów.

W Aylesford są także prace Adama Kossowskiego (1925-1986), jednego z najwybitniejszych artystów polskiej emigracji. W klasztorze karmelitów znajdują się jego obrazy, ceramiczne rzeźby, mozaiki i witraże.

A o wszystkim uprzejmie doniósł Tata Oliwki, pielgrzym zasadniczo początkujący.

1 komentarz:

zoska na wygnaniu pisze...

Absque suo non est et parva casa lare - i mały domek ma swego ducha opiekuńczego. :)