Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 5 września 2008

Powrót do szkoły



Po 45 dniach letnich kanikuł, panna Oliwa była właśnie powróciła do swej ulubionej szkoły. Pierś dumnie wypięta do przodu, bo to przecież już I klasa, a nie jakaś tam zerówka dla małych dzieci.

Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że jest i nowa pani nauczycielka. Taka filigranowa blondyneczka, na oko lat 28. Znaczy się równolatka małżonki osobistej. No to może tyle ja o nowej pani…

A tak w ogóle to zauważyłem, że wielu Polaków w Wielkiej Brytanii nieustannie narzeka na poziom tutejszej edukacji. Rodacy psioczą wypinając przy okazji dumnie pierś, by donioślej wychwalać – a jakże! – polskie szkoły.

Fora internetowe pełne są wpisów wszystkowiedzących Polaków, którzy na brytyjskim systemie edukacji nie zostawiają suchej nitki. Dostaje się wszystkim – nauczycielom, dyrektorom, ba, nawet ministrom i samemu premierowi. Polski emigrant wie najlepiej i dlatego do jednego worka z napisem „edukacja” wrzuca wszystko, co z ową edukacją mu się kojarzy. Czytając wpisy polskich internautów, każdy zdrowo myślący rodzic powinien pakować walizki i czym prędzej opuścić tę zacofaną krainę. Tylko bowiem w ten sposób może uchronić swoje pociechy przed edukacyjną zapaścią.

Polskie media z lubością publikują dane o – ich zdaniem – katastrofalnym wręcz poziomie szkół publicznych w Wielkiej Brytanii. Zapominają jednak dodać, że obok placówek państwowych rodzice mają do wyboru także i szkoły prywatne, czy też cieszące się zasłużoną renomą szkoły wyznaniowe. Utrzymywane chociażby przez Kościół Katolicki placówki od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. Wbrew często powtarzanym na forach internetowym informacjom, szkoły te wcale nie są niedostępne dla Polaków. Rodzice, których dziecko nie zostało do takiej szkoły przyjęte (zazwyczaj z braku miejsc), zapominają, że od takiej decyzji zawsze można się odwołać. W przypadku Oliwki przyniosło to efekt. Odwołanie zostało przyjęte i dziś jestem szczęśliwy, że panna O. uczy się w angielskiej szkole; miejscu, gdzie znakomicie przygotowana kadra z pełnym oddaniem wykonuje swoją pracę.

Polacy na emigracji lubują się w opowieściach, jak to polscy uczniowie przewyższają swoją inteligencją i wiedzą angielskich kolegów. My – geniusze, oni – nic nie wiedzące miernoty. Kolejny raz to my, Polacy, niesiemy kaganek oświeceniowego światełka.

Konsul Generalny RP w Londynie przyznał niedawno, że Polacy w Wielkiej Brytanii nadal mają spore problemy z integracją. Zamykamy się w getcie własnych uprzedzeń karmiąc się przy tym opowieściami o własnej wyjątkowości. Nasze narzekania i krytykanctwo przekazujemy dzieciom, które tworzą zupełnie wypaczony obraz rzeczywistości. Czy tak właśnie ma wyglądać najmłodsze pokolenie emigrantów?

5 komentarzy:

snufkin pisze...

no tak, sytuacja sie jakby powtarza.

mialam okazje mieszkac na tzw. 'emigracji' przez 9 lat i slyszalam ta sama spiewke:)

na szczescie nie jest tak zle z ta integracja, bo, jak to mowia, dla chcacego i tak dalej...

a co do polakow niosacych kaganek oswiaty, to obraz w glowie zrodzil mi sie zbyt ostry, i trudno jest mi sie powstrzymac od usmieszku.

Anonimowy pisze...

Drogi Tato Oliwki,

Pracuje jako nauczycielka w angielskiej szkole i musze przyznac, ze jestem pod ogromnym wrazeniem pomocy, ktora dostaja tam dzieci imigrantow! Nauczyciele jak i tzw. teaching assistants staja na glowach, zeby dzieci czuly sie akceptowane i robily jak najwieksze postepy w nauce. Nie jestem wiec w stanie zrozumiec wspomnianych narzekan polskich rodzicow...ale, jak Pan wspomnial, to juz chyba nasza polska mentalnosc...Pozdrawiam.

zoska na wygnaniu pisze...

Wypowiem się dzisiaj właśnie jako nauczyciel, a nie tylko Zośka na wygnaniu:):) Tata Oliwki musi mi wybaczyć.
Nie da się zaprzeczyć temu ,że polski system edukacyjny jest w stosunku do systemu brytyjskiego bardzo rozszerzony. Obserwuje to codziennie przy moich dwóch budrysach. Jak z niego korzysta polska młodzież to zupełnie inna sprawa. Nie podlega jednak dyskusji fakt ,że uczeń tzw. zdolny posiada wiedzę znacznie szerszą od takiego samego ucznia tzw. zdolnego w Wielkiej Brytanii. I nawet nie jest to stricte jego zasługą lecz właśnie sprawą szerokiego programu nauczania.
Czy to jest słuszne i wskazane? Nie potrafię dać na to jednoznacznej odpowiedzi ,bo ciągle się w tym temacie miotam.
Z jednej strony wydaje mi się ,że człowiek chcący nosić miano inteligenta winien mieć podstawową wiedzę z zakresu popularnonaukowego i światopoglądowego, a z drugiej strony zastanawiam się po kija zdolnemu fizykowi wiedza np. plastyczna.
Niemniej jednak , a nawet wbrew sobie muszę powiedzieć ,że obserwując tutejszą oświatę bliższa jestem zaakceptowaniu tutejszej drogi poznawczej niż naszej rodzimej. Dlaczego? Otóż daje ona , szczególnie w dwóch ostatnich klasach maturalnych możliwość prawdziwego rozwoju dyscyplin interesujących przyszłego studenta z racji optymalnego zawężenia jego zainteresowań. Rozszerzenie do "więcej" jest tylko widzimisię ucznia i chęcią swoistego popisania się( materiał maturalny zawiera wtedy taką gamę przedmiotów, że abiturient może starać się o przyjecie na kilkanaście rożnych kierunków.) Tylko po co? skoro zazwyczaj interesuje go jeden konkretny.
Zupełna odwrotność jest miernikiem polskiej matury, tak naprawdę uczeń nie wie, co chce w przyszłości robić. Zdaje określone przedmioty tylko po to, aby gdzieś się w ostateczności, poza wymarzonym kierunkiem, się "załapać".
Z tego co czytam i tu (UK) i tam (Polska) idzie nowe. W Wielkiej Brytanii uczniowie wydłużą swoją drogę edukacyjną , najpierw do 17 lat, później do 18. W Polsce w ostatniej klasie gimnazjalnej określą się co do tego,jakie przedmioty chcą wybrać na maturze. Jak widać wszędzie nadal złotego środka BRAK!

TataOliwki pisze...

Szanowne Panie,
Choćbym bardzo chciał, choćbym mięśnie wszystkie naprężał, to i tak nie wiem w jakim to kraju panna Oliwa uzyska lepsze wykształcenie.

Widzę jednak, że w szkole Oliwki (przynajmniej jak na razie) nie jest tak straszno, ponuro i beznadziejnie jak to wieszczą niektórzy z moich współziomków.

Ba, córka ma jedyna z niemałą radością do owej placówki uczęszcza. Znaczy jest dobrze. Póki co, rzecz jasna ;)

Całuję rączki Wielmożnych Dam :)

anka stadnicka pisze...

Drogi Tato Oliwki,
milo czytac, ze nasze malenstwo tak dzielnie i ochoczo chodzi do szkoly. Wypada miec nadzieje, ze szkola wyznaniowa w wydaniu angielskim jest o niebo lepsza niz te polskie.
Co zas sie tyczy tej integracji. Pewnie nie moge sie zbytnio wymadrzac, bo co ja moge wiedziec, ale podczas moich krotkich pobytow w Londynie, poznalam jej dwa oblicza: ludzi, ktorzy przyjechali tam za praca, i takich, ktorzy chca tam zyc. Tych pierwszych czesto mi bardzo szkoda, bo tesknia za Polska, za rodzina, zazdroszcza takim jak ja, ze moga w Polsce studiowac i pracowac. Pewnie nie chca sie integrowac, bo bardzo czuja sie nie u siebie. Mnie naprawde jest szkoda takich ludzi. I mozna mowiac - jak chcesz zmienic cos w swoim zyciu, to to zmien, a nie narzekasz. Ale prawda jest taka, ze polskie realia sa cholernie brutalne.
Jakas recepta na to wszystko? Chcialoby sie, zeby spelnilo sie haslo PO - "by zylo sie lepiej" w Polsce. Nie kazdy przeznaczony jest na emigracje, nie kazdy ma tyle odwagi...