Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 13 marca 2009

Filmobranie



Ucztowanie czas zacząć. Wczoraj rozpoczęła się siódma już edycja Festiwalu Polskich Filmów Kinoteka. Na dobry początek spotkanie z Małgorzatą Szumowską i jej filmem „33 sceny z życia”.

Festiwal jest jeszcze bardziej okazały niż przed rokiem. Z jednej strony seanse odbywają się w aż sześciu prestiżowych londyńskich instytucjach (Barbican, BFI Southbank, Cargo, Prince Charles Cinema, Riverside Studios, Tate Modern), z drugiej zaś owo ucztowanie zakończy się dopiero 8 kwietnia. Jak na filmożercę przystało raduję się wielce!

Krótko: „33 sceny z życia” to mądre i piękne kino. Przejmująca opowieść o śmierci, ale także – a w zasadzie przede wszystkim – o życiu. O życiu w sytuacjach granicznych; o takich chwilach, w których nikt z nas znaleźć się nie chce. No i jeszcze to zaskoczenie pod tytułem „poczucie humoru pani reżyser”. Cholera, nie spodziewałem się, że można i tak...

Kto filmu jeszcze nie widział, niech czym prędzej do kina pędzi. Naprawdę warto!

A po seansie jeszcze dyskusja z widzami. Przesympatyczne spotkanie z przesympatyczną panią Małgorzatą – autoironiczną i dowcipną, bez zadartego noska i bardzo bezpośrednią.

***
Na załączonych obrazkach: przesympatyczna pani Małgorzata Sz. z kinowym ekranem w tle (kinowy ekran Riverside Studios również bardzo sympatyczny...).

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

och och, biley juz kupione:)
asia z hammersmith