Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 17 marca 2009

Rozmowa...


Nie wszyscy Polacy w mieście Londyn słuchają „Trójki”;) Skąd ta pewność? Proszę bardzo, historyjką świeżą służę.

Wsiadam do pociągu i słyszę rodaczkę krzyczącą do telefonu:
- Kurwa, ja ją pierdolę! Ja, kurwa, jej powiem, że ma wypierdalać! Już, kurwa, mam jej dość! No kurwa, suka!

Podchodzę do pani i oświadczam w mowie ojców, że – jak na wegetarianina przystało – nie mam zamiaru słuchać więcej tego rzucania mięsem. Pani robi duże oczy. Pani milczy. Pani myśli jakiejkolwiek gwałtowanie poszukuje. Pani robi jeszcze większe oczy. Pani ponownie głos odzyskuje.

Świeżo odzyskany głos kieruje jednak nie do mnie, a do kogoś po drugiej stronie słuchawki:
- Kurwa, muszę kończyć. Nie mogę teraz rozmawiać, potem ci opowiem.

Kurtyna.

***
Po wyjściu z pociągu humor szybko był powrócił. A wszystko za sprawą dużego pana z kudłatym czworonogiem na ramieniu…

7 komentarzy:

zyga pisze...

Może ta o której była te desputa, tudzież monolog...to zła Kobieta była,hmmm?!..;)
Melduje się juz po zakończonej szkole Oficerskiej..wracam do lektury i do komentowania:)
Pozdrawiam bardzo grzecznie..
Zyga

Anonimowy pisze...

hehehehe - usmialam sie :) niestety to raczej codzienny wizerunek - ostatnio robilam zakupy w jakis sklepie w zywnoscia - grupa rodakow sie tam zjawila i tez nie szczedzili sobie innym rzucania miesem - ja nie jestem jednak taka odwazna aby sie odezwac i cos powiedziec - gratuluje odwagi - ja sie odwrocilam i wyszlam z pusta torba...
pozd Sylwia N

Mily pisze...

A To Polska własnie...więc czym się dziwić.

Anonimowy pisze...

no wasnie - chce się powiedzieć - tych którzy sluchaja Trójki nie widać, nie słychć, bo mowy ojców używają w sposób kulturalny i mówią o wiele ciszej, a niestety takich pań i panów rzucających "mięsem" jest sporo i rzucają się w oczy, bo "mięsem" tym rzucają często i głośno i potem sie dziwić, że ciemnoskóry mężczyzna w taxówce mówi, "ja znam Polaków, Polacy lubią głośno sie bawić, lubią dużo vodka, po czym kończy zdanie znam polskie slowo "k..wa"... pozdrawiam TateOliwki i innych słuchających "Trójki" Sunshine

abecedaBalkANA pisze...

Na Sylwestra odwiedziłam znajomych z Londynu i przeżyłam podobną sytuację. Szczytem wszystkiego byli Czesi, którzy bluzgali w autobusie po polsku. Nie mogłam się powstrzymać, więc zapytałam się skąd znają te słowa. Odpowiedź prosta - mamy dobrych nauczycieli z Polski.

mazi pisze...

mistrz ciętej riposty

Anonimowy pisze...

To rzucanie mięsem na prawo i lewo przez naszych rodaków na Wyspach skonczyło się dla mnie tak, że gdy siedziałam w knajpce w Sopocie z kolegą Anglikiem, który po raz pierwszy odwiedzał Polskę i pani kelnerka przyniosła puchary gorącej czekolady z ogromną ilością bitej śmietany i innymi cudeńkami (przyznam, wyglądało spektakularnie) - mój kolega najpierw oniemiał, a tuż potem wykrzyknął głośno: "Ja pierdolę!" ...tym większy to był dla mnie szok, że ani ja nie rzucam mięsem na codzień, ani do tamtej chwili nie słyszałam z jego ust podobnych wyrażeń...teraz się z tego śmiejemy, ale wtedy chciałam się schować pod stół:) ewel