Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Czapki z głów



25 czerwca roku ubiegłego, wespół z Tomkiem i Anią, byłem na fantastycznym koncercie Radiohead. Spóźnili my się wtedy nieco, piwo też spożywaliśmy więc zbytnio nie pamiętam artystki, która grała jako tak zwany support. A wczoraj ów support wbił mnie w podłogę. Małżonkę osobistą również.

Pomny tamtego doświadczenia tym razem się nie spóźniłem i tak zwany support z uwagą znaczną słuchałem. Nowojorskie trio School of Seven Bells takie jednak nijakie było, że w zasadzie nie ma o czym pisać. No, a koncert Bat For Lashes był taki, że w zasadzie nie wiem jak o tym pisać.

Powiem tylko tak: małżonka osobista, która to bez większego entuzjazmu na występ się udawała, zaczarowana kompletnie została (no i jeszcze dodała, że obok Bjork i Sigur Ros, to jeden z najlepszych koncertów na jakich była). Trzy panie, jeden pan i dźwięki, o których zapomnieć nie sposób. Pani Natasha jest wielka! No to może „What's a Girl to Do?” z debiutanckiego albumu „Fur and Gold”. Rok 2006. Smacznego!

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Będzie mi teraz publicznie wypominał, że się nie śpieszyliśmy na support 25 kwietnia!!! A pisali potem w prasie, że był kiepski koncert? Pisali. Mam świadków. Gdybyś zapuścił brodę, to może by Ci wówczas sprzedali piwko szybciej i byśmy coś uszczknęli z tego koncertu :) BFL słucham już od jakiegoś czasu i się podoba.

TataOliwki pisze...

Brodę już mam, prawie do pasa...
I Skajpa też już znowu mam :)
Serdeczności Krakusy!