Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 3 kwietnia 2009

Kingsajz dla każdego!












W wielu polskich ogródkach mieszkają krasnoludki. W holenderskich również, choć, jak widać za załączonych obrazkach, nie tylko brodate kurduple Niderlandy zamieszkują.

Pomysłowość i inwencja Holendrów w upiększaniu swoich domostw nieco mnie zaskoczyła. Domy, a zwłaszcza ich wielgaśne okna, urzekły mnie od tak zwanego pierwszego wejrzenia. Nie mniejszą radość sprawiał mi widok uroczych bibelotów, figurek i staroci wszelakich poustawianych na wewnętrznych parapetach (znaczy się TataOliwy ciekawe jajo i bezczelnie spozierał przez rzeczone okna, a w zasadzie okniska; w owym spozieraniu, rzecz oczywista, przewyższała mnie małżonka osobista, której ślady nosa niejedna holenderska gospodyni z okien ścierać musiała…). Prawdziwy jednak folklor widać dopiero przed chałupami (nie wszystkimi i nie wszędzie niestety/na szczęście – jak kto woli).

Moimi absolutnymi faworytami jest trzech zgrzybiałych myślicieli (obrazek pierwszy). Nie ma mocnych: jak kiedyś dom wybuduję i drzewo posadzę to dziadków takich też sobie zaproszę. A co!?

A kiedy holenderskie ogródki oglądałem przypomniała mi się pochodząca z Francji organizacja o wszystko mówiącej nazwie Front Wyzwolenia Krasnali Ogrodowych (zajmuje się „przywróceniem krasnali ogrodowych ich naturalnemu środowisku – lasom”). Czy w Holandii działa komórka FWKO? A jeśli tak, jaki jest jej skrót (na podanie pełnej nazwy niestety miejsca nie posiadam…). Kingsajz dla każdego!

5 komentarzy:

zoska na wygnaiu pisze...

Poproszę w takim razie do tego wszystkiego jeszcze Holendra ( i nie musi być mały )

Anonimowy pisze...

Dla mnie the best jest prosiak na sianku!

Anonimowy pisze...

Pojemnik na ostatnim zdjęciu ma błędny napis, chyba powinno być "krova", nie "rova"...
;)

k0rs4rz pisze...

wikipedia prawdę Ci powie (przeważnie),
Holenderska wersja framcuskiego Front de libération des nains de jardin to (oczywiście ;) ) ...
Tuinkabouterbevrijdingsfront

Pozdrowienia z praskiej strony grodu znad Wisły (tak, tak, rodzinne)

akustyk pisze...

cos jak nie z tego kraju... za malo pomaranczowego koloru... ;)