Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 16 kwietnia 2009

Wielki Pan N.


Tuż przed świętami wybrałem się w zacnym towarzystwie na zakończenie Kinoteki, czyli VII Festiwalu Filmów Polskich w Londynie. Piękne to było zakończenie.

Piękne, bo w ogromnej sali koncertowej Barbican (2 tys. miejsc) wystąpił Michael Nyman wraz ze swoją sympatyczną orkiestrą. No i jeszcze krajanie z Montion Trio. Ci ostatni grali tak, że w pewnym momencie Wielki Michael Nyman zapytał „Gdzieście byli przez ostatnie 25 lat?!”. Akordeoniści wzruszyli tylko ramionami i dalej w te swoje zaczarowane instrumenta naciskać zaczęli. Zuchy!

W części pierwszej koncertu, czułem, co tu dużo mówić, jak szybciej bije me serce (ot, romantyk). A szybsze bicie wywołały dźwięki z ulubionych filmów Wielkiego Petera Greenewaya. Był więc i „Kontrakt Rysownika”, i „Wyliczanka”, i „Księgi Prospera” też były.

Część druga to „Początek” – kompozycja napisana przez Nymana specjalnie na okoliczność Kinoteki właśnie. Muzyka ta zabrzmiała w połączeniu z fragmentami klasycznych, polskich filmów (m.in. Wajdy, Munka, Skolimowskiego, Żuławskiego, Kieślowskiego). I jak tu nie wzdychać? I jak tu mrówki z pleców nie przeganiać?

A po pięknym koncercie – tradycyjne małe co nieco. Sponsorem Kinoteki była bowiem Wyborowa wódeczka. Nie przeciągając już dodam tylko, że z wujem Tygrysem wybornie się na tę okoliczność ucieszyliśmy. Niech żyje polskie kino! Długo i dostatnio!

Brak komentarzy: