Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 15 kwietnia 2009

Dźwięki na dobrą noc



Dawno nie byłem w żadnym sklepie z płytami. A skoro nie byłem od dawna, to i bardzo boję się znowu tam zajrzeć (ot, pomieszana filozofia). Wiem bowiem, że jak już tam zajdę, to – ku rozpaczy małżonki osobistej – z pustym plecaczkiem nie wyjdę…

Wśród albumów, które z pewnością w wysłużonym plecaczku się wówczas znajdą, będzie i ten nagrany przez panią Karin Anderson. Pani Karin, urywająca się pod pseudonimem Fever Ray, wydała właśnie swój pierwszy solowy album (wcześniej wespół z bratem Olefem wydała płyt cztery; no ale wtedy jako duet „The Knife”). No dobrze, pora na dźwięki. „When I Grow Up”, rok 2009. Smacznego!

Brak komentarzy: