Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 19 czerwca 2008

Kevin sam w Londynie

Brytyjska straż pożarna przeprowadziła niedawno badania wśród naszych zapracowanych rodaków. Co owe badania pokazały? Służę uprzejmie (cytuję za polskojęzycznym opracowaniem):

- Polacy zajęci troskami dnia codziennego nie przykładają uwagi do bezpieczeństwa
- Często spożywają alkohol i palą tytoń w domu w ramach relaksu po ciężkiej pracy
- Nawet jeśli mają alarmy przeciwpożarowe uważają, ze sprawdzanie ich i utrzymanie w należytej kondycji to nie ich sprawa
- Przyznali również, że w Polsce nie kładzie się dużego nacisku na bezpieczeństwo przeciwpożarowe i że ich zdaniem osoba, która decyduje się na instalacje czujników dymu jest osobą przewrażliwioną.

Aby zmienić to, co tu dużo mówić, nieodpowiedzialne i często bezmyślne podejście niemałej, niestety, grupy naszych rodaków do bezpieczeństwa pożarowego, ruszyła właśnie polskojęzyczna część rządowej kampanii „Fire Kills”. Na zaproszenie koordynatorów tej akcji do Londynu przyjechał Kevin Aiston – „big polish celebrity”, jak był łaskaw powiedzieć na spotkaniu jeden ważny pan. Kevin jest także – a biorąc pod uwagę charakter spotkania: przede wszystkim – dowódcą sekcji Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w niewielkim Radzyminie. Aiston przyjechał więc do swojego rodzinnego miasta nad Tamizą, by zachęcać Polaków do instalowania darmowych czujników dymu. A czujniki te przydają się i to bardzo.

Historia prawdziwa (jak mówi pani w polskiej telewizji: oparta na autentycznych faktach). Wujek Tygrys w naszym domu smażył razu pewnego kiełbasę z cebulą, i o owej kiełbasie zapomniał. A jak zapomniał to dom cały dym śmierdzący dość rychło wypełnił. Pewnie, gdyby wujek Tygrys, jak na człowieka przystało, smażył kiełbasę sojową, problemu żadnego by nie było. A tak, dymu jak na planie filmowym Szpilberga na ten przykład. Ja z Oliwą na górze, wujek Tygrys cholera raczy wiedzieć gdzie, kiełbasa dymi, a czujnik wyje. Ale jak, proszę Szanownego Państwa, wyje! Wyje tak uroczo, że rychło ujawnia się rzeczony wujek Tygrys. Ujawnia się, rzecz jasna, z lekką nutą zdziwienia na twarzy. Ujawniamy się i my; Oliwa, która opatuliwszy ojca ukochanego kocykiem specjalnym, zarzuciła na swoje małe plecki ową koca zawartość i ostrożnie w bezpiecznym miejscu umieściła. Zuch dziewczyna! Czujnik zadziałał i dzięki temu straty były znikome:
spalona kiełbasa szt. 1
spalona cebula szt. 1
Zdziwiony wyraz twarzy wuja Tygrysa – bezcenny.

Wracając jednak do pana Kevina. Otóż okazuje się, że każdego roku kilkadziesiąt osób w Wielkiej Brytanii ginie w płomieniach, bo zapominają wymienić baterię w czujniku dymu. Czasami, nie tyle zapominają, co wyjmują baterię, by umieścić ją... w pilocie od telewizora. Czyżby kolejny dowód na zgubny wpływ tv?

A Kevin Aiston, to nie żadna tam „big polish celebrity” tylko całkiem zwyczajny, sympatyczny facet z jedną wszakże wadą: kibicuje Chelsea Londyn. Ale to już opowieść na nieco inny dzień.

1 komentarz:

zyga pisze...

Wiesz Tato Oliwki...ja także kibicuje Chealsy...i pamiętaj gdzie mam "kumpli"...
Pozdrawiam wszystkie cienie z fotki...i wracam do wyśmienicie interesującej lektury..
Z.