Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Emocje









Wczoraj byłem przyczajonym tygrysem i ukrytym smokiem w jednej osobie. Otóż zanim wesołą kompaniją udaliśmy się do państwa Karasiów na telewizyjny finał z mistrzostw Europy w piłce kopanej (Ole Ole Ole, Caramba i takie tam) oglądałem z panną O. bajkę. Oglądałem to jednak może zbyt mocno powiedziane. Zerkałem więc. No, ale jak Szanowne Państwo pozna tytuł owej bajki, to wierzę, że Państwo zrozumie dlaczego tylko zerkałem. A więc: „Barbie i 12 Tańczących Księżniczek”. Siostra ma jedyna obdarowała swego czasu siostrzenicę swą jedyną ową bajką, nie bójmy się tego słowa – różową. Różową, to jest wszystko co ja, ojciec troskliwy, rzec na temat owej bajki mogę. Całą resztę niech Szanowne Państwo dopowie sobie samo.

Wróćmy jednak to przyczajenia i ukrycia. Otóż, gdy landrynkowy róż z ekranu zemdlił mnie był dość znacznie, sięgnąłem po aparat fotograficzny marki N. A gdy sięgnąłem, pozycję przyczajoną i ukrytą z gracją przyjąłem. Efekt owego przyczajenia w ośmiu odsłonach Państwu przedstawiam.

„Barbie i 12 Tańczących Księżniczek” dla czteroletniej (gwoli ścisłości: za 44 dni już pięcioletniej) panny O. to są emocje trudne do opisania. Więcej powiem, to są emocje, z którymi mierzyć się nie sposób. Niech zatem przemówią fotografie. Przemawiamy! (to tubalny głos fotografii). Księżniczki tańczą, panna O. klaszcze, ojciec mdleje z przesłodzenia. Kurtyna.

1 komentarz:

zoska na wygnaniu pisze...

Fanie mięć dziwczę młode w domu , a nie maniaków sportowych , co to gotowi nawet szachy oglądać!
Co zaś się tyczy trunków wypijanych w poprzednim wpisie, a których to Zośka jest miłośniczką (szczególnie tych w kolorze burgunga ), to objęłam tutaj zbliżoną do Tatowej metodę - kupuje zawsze to , które było najdroższe i w danej chwili jest przecenione, O! Taka spryciula ze mię.