Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 25 czerwca 2008

Koncert z leszczem w tle

Związek Kontroli Dystrybucji Prasy opublikował właśnie wyniki sprzedaży w kwietniu ‘08. Wśród tygodników opinii największy spadek zanotował „Wprost”. Spadek o ponad 32 proc. w porównaniu z kwietniem 2007 to już prawdziwa katastrofa. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że wczoraj w metrze linii koloru szarego przeczytałem na łamach rzeczonego pisma artykuł Leszczyńskiego Roberta „Generacja iPhone’a”.

Kultowy? To za mało powiedziane. Brytyjscy gadżeciarze mówią o nim jPhone, czyli „Jesus Phone”, bo oczekiwali go jak ponownego przyjścia Mesjasza – zaczyna swój tekścik Leszczyński pan. Przyznam uczciwie – dawno nie czytałem takich farmazonów. Na dwóch stronach żenujące wypociny o telefonie, który tu, na Wyspach, wbrew temu co pisze Leszczyński pan, jest tylko telefonem. I czym więcej. Redaktur Leszczyński twierdzi jednak inaczej. Tak panie Leszczyński, jak zwykle jest pan nieomylny. Każdego dnia widzę setki ludzi oddających nabożne pokłony swoim telefonom. Padają na ulicy plackiem, kładą przed sobą iPhona i mruczą, śpiewają, kadzidła palą, bąki puszczają, lewitują i klaszczą. Ulice Londynu zakorkowane, bo tłum telefonicznym medytacjom oddaje się bez opamiętania. Brawo ten pan! Widać udział w Wielkim Braciszku niejakie spustoszenie w głowie pana Leszczyńskiego był uczynił. Szkoda tylko, że „Wprost” takie pierdoły drukuje. 32 procentowy spadek sprzedaży nie dziwi więc wcale. Mając Leszczyńskiego pana pod ręką jest szansa na jeszcze większą wprost żenadę.

Leszczyński pan, który w Polsce lansuje się jako niezależny krytyk muzyczny, co rusz przyjeżdża do Londynu i w podrzędnych klubikach występuje jako gwiazda sceny didżejskiej. Tu, nad Tamizą, gra do kotleta dla chłopaków w kremplinowych dresach. Nad Wisłą pręży zaś dumnie pierś i karmi nas duperelami wszelakimi. Ot, niezależność pełną gębą.

No to jeszcze Kasia Nosowska. Otóż ta Artystka (przez naprawdę duże „A”) na nagranej 10 lat temu płycie „Milena” zamieściła piosenkę „Zoil”. Utwór poświęciła Leszczyńskiemu panu właśnie:

Kurdupel nadęty
Miernota przeklęty
Z rybą w nazwisku
Bliźniemu po pysku
Z pretensjami do tronu
Tronu po Napoleonu
Ostatni z miotu
Bez krzty polotu

Oceniaj mnie,
Niech jad strumieniami leje się
Oceniaj mnie,
Niech jad strumieniami leje się

Przez świat niedoceniony
Bez szansy na żonę
A po co mu żona
Przecież żadna niegodna
Bo każda kobieta
Ma w sobie coś z dziwki
Zadasz się z taką
Oskubie do-centa

Oceniaj mnie,
Niech jad strumieniami leje się
Oceniaj mnie,
Niech jad strumieniami leje się

Na te wszystkie smutki
Z nienawiści do sztuki
On został krytykiem
Pewnie jest tutaj dzisiaj
I jad mu się leje
I z jadu kałuża
I jad mu się leje i z jadu kałuża

Oceniaj mnie,
Niech jad strumieniami leje się
Oceniaj mnie,
Niech jad strumieniami leje się

Coś dużo o tym panu z rybą w nazwisku się mnie narobiło. No, ale krew jakoś tak się zagotowała więc upust dać musiałem. Państwo, mam nadzieję, wyrozumiałe i wybaczy. A na uspokojenie – koncert RADIOHEAD. Aaaaa! To już dziś porą zasadniczo wieczorową :)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Dbajac o higiene pracy i kulture bezpieczenstwa chcialbym nadmienic ze opisywane tzw. "kadzidła palą, bąki puszczają, lewitują" nie miesci sie w parametrach BHP.

p.s
Pozdrawiaja wylewnie stwierdzam zem nadal niezdemaskowany ;)